To nie był dobry mecz, to nie były dobre okoliczności i to nie był dobry doping. Na Stadionie Śląskim reprezentacja Polski wygrała 1:0 z Nową Zelandią. Chorzowski obiekt prawie w połowie był pusty, a piłkarzy po pierwszej połowie pożegnały gwizdy.
Można było się spodziewać, że to nie będzie wydarzenie, o którym ludzie będą mówić latami. Egzotyczny i słaby rywal, fatalna październikowa pogoda, niemalże środek tygodnia, a do tego zapowiedzi trenera Jana Urbana, że wystawi zawodników, którzy w reprezentacji grali ostatnio mniej. Nie brzmiało to jak przepis na sukces I sukcesu nie było.
Jeśli chodzi o aspekt sportowy, to, zwłaszcza w pierwszej połowie, gra Polaków wyglądała bardzo źle. Żadnego pressingu, ale też rozgrywania piłki od tyłu. Zamiast tego były długie podania do nikogo, w których celowali zwłaszcza Jan Ziółkowski (debiutant) i Bartłomiej Drągowski. Ten ostatni w ogóle był dość niepewny w swoich interwencjach. Plus przy Ziółkowskim można postawić za ofiarne zablokowanie strzału jednego z piłkarzy Nowej Zelandii w 19. minucie.
Po opadach deszczu, boisko było grząskie i śliskie. Co chwilę któryś zawodników jednej i drugiej drużyny nie potrafił utrzymać równowagi. To też nie podnosiło poziomu meczu.
Z szansy danej przez trenera skorzystał właściwie tylko Michał Skóraś. Wprawdzie nic wielkiego nie zrobił, ale przynajmniej był aktywny i nie bał się wchodzić w pojedynki. Miał też szansę na gola, ale w 12. minucie strzelił tuż obok słupka.
Na drugim końcu skali znaleźli się m.in. Kacper Kozłowski, Przemysław Frankowski, Jakub Piotrowski, Sebastian Szymański czy Tomasz Kędziora. Krzysztof Piątek też niczego z przodu nie zrobił. Na tle kolegów jak piłkarz z innego świata wyglądał Piotr Zieliński, który też nie zagrał przecież wybitnego meczu. Jednak cały czas szukał piłki, schodząc nawet do linii obrony. On też miał kilka niecelnych podań, ale przynajmniej piłka nie odskakiwała mu przy przyjęciu, co w przypadku innych Polaków nie było takie oczywiste. To właśnie Zieliński w 9. minucie odebrał piłkę rywalom i wbiegł w pole karne, ale piłka po jego strzale z ostrego kąta trafiła tylko w boczną siatkę.
Goście mieli w pierwszej połowie właściwie jedną dobrą sytuację, ale Drągowski obronił nogą strzał z pola karnego.
Kiedy piłkarze schodzili do szatni, pożegnały ich gwizdy. Trudno się dziwić kibicom, bo naprawdę nie było czego oglądać.
Na początku drugiej połowy trener Urban wymienił ponad 1/3 składu. Weszli Paweł Wszołek, Karol Świderski, Jakub Kiwior i Kami Grabara. Po chwili to właśnie jeden ze zmienników (Wszołek) rozegrał z Zielińskim akcję, w której ten ostatni przyjęciem zwiódł obrońcę, a potem mocnym strzałem lewą nogą wyprowadził Polskę na prowadzenie 1:0.
Więcej goli już w tym meczu nie padło. Raz groźnie strzelał jeszcze Świderski, ale to rywale robili w końcówce więcej zamieszania, zwłaszcza kiedy na boisku pojawiła się ich jedyna gwiazda, czyli Chris Wood, który w zeszłym sezonie strzelił 20 goli w angielskiej Premier League.
Polacy rozczarowali, a na dodatek ich niemrawą grę obejrzało niewielu, jak na Stadion Śląski, kibiców. Oficjalna frekwencja wyniosła 30 412 widzów, co przy pojemności 55 000 oznaczało w połowie pusty stadion. Zupełnie puste (poza jednym) były górne sektory, ale jak donosi Przegląd Sportowy, PZPN, spodziewając się słabej frekwencji, wyłączył je w ogóle ze sprzedaży.
Być może kibiców przyszłoby więcej, nawet mimo środka tygodnia i niesprzyjającej aury, ale wydanie od 100 do 190 złotych na bilet na mecz z egzotycznym rywalem i perspektywa obejrzenia rezerwowych, nie wyglądało zachęcająco.
Kibice dostosowali się więc do poziomu piłkarzy, a kolejna szansa na obejrzenie kadry na Śląskim może się szybko nie pojawić.
Przypomnijmy, że dzisiaj (piątek) na stadionie w Katowicach swój mecz w eliminacjach ME rozegra reprezentacja młodzieżowa. Bilety będzie można kupić w kasach od godz. 15.
Polska - Nowa Zelandia 1:0 (0:0). Gol: P. Zieliński (49.)
Polska: Drągowski (46. Grabara), Wiśniewski (46. Kiwior), Kędziora, Piotrowski, Zieliński (63. Kapustka), Ziółkowski, Frankowski (46. Wszołek), Szymański (46. Świderski), Skóraś (73. Pyrka), Piątek, Kozłowski.
Nowa Zelandia: Paulsen, Payne (82. Tuiloma), de Vries (82. Kelly-Heald), Boxall, Garbett (72. Old), Stamenic, Singh, Surman, Waine (72. De Jong), McCowatt (84. Wood), Thomas (82. Parker-Price).
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Graliśmy drugim składem z reprezentacją zdecydowane mocniejszą od naszego najbliższego przeciwnika, czyli Litwy. Wynik spodziewany, gra średnia, ale to był sparing z wieloma zmianami. Jest ok, powoli do przodu. Stadion niezapełniony, bo ceny nieadekwatne.
Graliśmy drugim składem z reprezentacją zdecydowane mocniejszą od naszego najbliższego przeciwnika, czyli Litwy. Wynik spodziewany, gra średnia, ale to był sparing z wieloma zmianami. Jest ok, powoli do przodu. Stadion niezapełniony, bo ceny nieadekwatne.