"Chcemy zdrowia-nie zdrowasiek" - to jedno z haseł, które można było dzisiaj usłyszeć na katowickim Rynku. II Marsz Kobiet nie przyciągnął tłumów. Choć tym razem postulaty były inne. Chodziło m.in. o opiekę zdrowotną, jak całodobowe dyżury ginekologiczne i refundacja in vitro. - Dostęp zarówno do techniki in vitro, jak i do różnego rodzaju leków, które powinny być bez żadnej klauzuli przepisywane przez lekarza i respektowane. To powinno być w aptece. Odbiór nie powinien być utrudniony w żaden sposób. Kobieta ma prawo decydować o sobie – mówi Danuta Skwarczyńska, mieszkanka Tychów. Ponadto kobiety domagają się: opieki dla kobiet w kryzysowych sytuacjach, refundacji szczepień przeciwko HPV dla osób od 12. roku życia i pomocy psychologicznej w szkołach dla osób dyskryminowanych ze względu na orientację seksualną. Jednak nie wszystkie postulaty wybrzmiały podczas marszu, a manifestujących było znacznie mniej niż w ubiegłym roku.
Na zgromadzenie przyszło zaledwie ok. 50 osób. Tak organizatorzy tłumaczą niską frekwencję. - Ludzie chcieli przyjść przed wyborami i zamanifestować coś. Teraz jest już po wyborach. Ludziom się już nie chce po prostu walczyć. Jeszcze u nas, tutaj w Katowicach, wygrał PiS i ludzie stwierdzili, że już nie ma sensu. A ja uważam inaczej, jest sens. Im nas będzie więcej, tym jesteśmy bardziej silni - mówi Alicja Dobija, jedna z organizatorek ze Stowarzyszenia Klucz - Stop Społecznym Wykluczeniom. Marsz Kobiet zakończył się przy Pomniku Powstańców Śląskich.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Skąd macie dane, że było 50 osób? Było około 100 osób...
Akcja była słabo nagłośniona-do dziś o niej nie słyszałam - może też stąd niska frekwencja?
Skąd macie dane, że było 50 osób? Było około 100 osób...
Akcja była słabo nagłośniona-do dziś o niej nie słyszałam - może też stąd niska frekwencja?