42-letni mieszkaniec Wrocławia przyjechał na spotkanie służbowe do Katowic. Kiedy wyszedł przed hotel na ul. Mariacką został dotkliwie pobity. W nodze ma 11 śrub. Wszystko wskazuje na to, że na swoim ślubie, który ma się odbyć na początku czerwca, nie będzie mógł zatańczyć, bo cały czas chodzi o kulach. Policja nie namierzyła sprawcy pobicia, ale opublikowała zdjęcia z monitoringu, na których go widać.
Środek tygodnia, środek nocy. Pan Mariusz* przyjechał do Katowic na służbowe spotkanie. Po jego zakończeniu siedzieli jeszcze z kolegami w hotelowym pokoju. Około godz. 1 nocy zauważyli, że jeden kolega gdzieś się zgubił. Postanowili, że wyjdą przed hotel i do niego zadzwonią. Na ul. Mariackiej nie było wtedy żywej duszy. Tylko oni dwaj i dwaj obcy mężczyźni, którzy po chwili do nich podeszli. - Akurat wyciągnąłem telefon, żeby zadzwonić do kolegi. Nie wiadomo skąd pojawiło się tych dwóch typów. Jeden powiedział: dajcie coś wciągnąć, macie jakieś białko? Z początku nie wiedziałem o co im chodzi, ale po chwili zorientowałem się, że pytają o narkotyki. Nie wiem jak, kiedy i dlaczego, ale w pewnym momencie jeden z tych mężczyzn zaczął się szarpać z moim kolegą. Wspólnie z tym drugim ich rozdzieliliśmy. Powiedziałem, żeby odeszli. Podaliśmy sobie nawet ręce, przybiliśmy piątkę. Myślałem, że to koniec - wspomina pan Mariusz.
Miał obłęd w oczach
Nieznajomi mężczyźni odeszli w kierunku kościoła Mariackiego. Jednak po chwili odwrócili się i szybkim krokiem zaczęli iść w stronę hotelu. - Widać było bojowe nastawienie. Pamiętam wzrok tego typa, miał obłęd w oczach. Nie zdążyłem zareagować, a już dostałem cios w twarz. Straciłem przytomność. Kiedy po chwili się ocknąłem, poczułem, że mam luźną stopę. Zdałem sobie sprawę, że mam złamaną nogę - opowiada pan Mariusz.
Zdołał zadzwonić na 112. Potem sprawy potoczyły się bardzo szybko, Dwa radiowozy policji, karetka i SOR Szpitala Bonifratrów w Bogucicach. Potem badanie tomografem i prześwietlenie nogi. Na szczęście, z głową nic złego się nie stało, chociaż od uderzenia dolne zęby "wyszły" trochę ze szczęki i przebiły skórę. Trzeba było założyć szwy. Jeden ząb się ukruszył. To jednak nic w porównaniu z tym jak wyglądała noga. Dwie kości - strzałkowa i piszczelowa - złamane z rotacją. Jak powie później rehabilitantka, takie obrażenia nie powstają od kopnięcia. Znacznie bardziej prawdopodobne jest, że ktoś na tę nogę skoczył.
Tuż po badaniach i pierwszych zabiegach, telefon do narzeczonej. - Godzina 5:19 dzwoni telefon, a moja pierwsza myśl i słowa: co się stało? Jestem w szpitalu, pobili mnie i mam złamaną nogę - usłyszała od narzeczonego pani Monika*.
Gwóźdź i śruby w nodze
Już wtedy było wiadomo, że sprawa jest poważna, ale dopiero kilkadziesiąt godzin później okaże się jak bardzo. W piątek 7 lutego w Szpitalu Bonifratrów pan Mariusz trafia na salę operacyjną. Operacja trwa 3,5 godziny. Lekarze wstawiają mu od strony kolana tzw. gwóźdź śródszpikowy, który z dołu i z góry zaryglowany jest łącznie 5 śrubami. Kość strzałkową też trzeba było poskładać za pomocą 6 śrub.
Jeszcze w szpitalu policja odbiera od pana Mariusza zeznania. Funkcjonariusze pytają o rysopis sprawcy. Trudno go jednak dokładnie opisać, bo wszystko działo się bardzo szybko. Jednak jeden szczegół zapada panu Mariuszowi w pamięć. - Miał białą koszulkę i czarny płaszcz lub kurtkę. Take zestawienie jakoś mi ze sobą nie grało i może dlatego je zapamiętałem. Ale niewiele ponad to. No może jeszcze to, że ci dwaj mężczyźni wydawali się typami imprezowiczów, którzy lubią się zabawiać, niekoniecznie na trzeźwo.
Zdążyć na ślub
Po wyjściu ze szpitala pan Mariusz rozpoczął rehabilitację, która powoli zaczyna przynosić efekty. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w ciągu kilku najbliższych dni powinien odstawić kule i zacząć samodzielnie chodzić. Czas jest kluczowy, bo na początku czerwca wrocławianin ma zaplanowany ślub. Rehabilitantka powiedziała, że o tańczeniu może raczej zapomnieć. W grę wchodzi co najwyżej lekkie bujanie.
- Te osoby zabrały nam czas i radość z przygotowań do ślubu. Do dzisiaj nie wiemy czy zatańczymy pierwszy taniec. Każdy dzień to pytanie, kiedy będzie mógł już stanąć na nodze, czy się uda, czy jednak odwołać ślub - mówi pani Monika.
Do problemów z lewą nogą doszły inne. W pewnym momencie pan Mariusz przeżył lekkie załamanie psychiczne, bo na stopach pojawiła się bardzo intensywna wysypka. Lekarze nie wiedzieli co mogło ją spowodować. - Byłem u alergologa, dermatologa i chirurga naczyniowego. W końcu okazało się, że to prawdopodobnie powikłania po zastrzykach z heparyną, które przez prawie dwa miesiące po napadzie musiałem sobie dawać w brzuch - opisuje pan Mariusz.
Cały czas jest na zwolnieniu lekarskim. Chodzi na rehabilitację i codziennie ćwiczy w domu. Rany powoli się goją, ale wydarzenia z lutowej nocy cały czas wracają w pamięci. - Znalazłem się w złym miejscu w złym czasie. W Katowicach bywam naprawdę rzadko. Nie wiedziałem, że Mariacka to taka niebezpieczna ulica.
Wspólnie z narzeczoną starają się przygotowywać do ślubu, ale jednocześnie gdzieś z tyłu głowy jest myśl, że sprawca napadu cały czas jest na wolności. - Te osoby nie mogą bezkarnie chodzić po ulicy, bo następnymi ofiarami będziecie wy, wasi bracia, narzeczeni, mężowie. Bardzo proszę o pomoc. Tylko ja wiem, ile strachu, nerwów i łez kosztowała mnie każda zmiana opatrunku, każda kolejna przeciwność napotkana po drodze. Wam nie musi się to przytrafić - mówi pani Monika i apeluje o pomoc w nagłośnieniu sprawy.
Katowicka policja 1 kwietnia opublikowała komunikat, w którym prosi o pomoc w identyfikacji sprawcy. Zdjęcia, na których widać dwóch mężczyzn, są jednak fatalnej jakości. Mimo to, być może ktoś rozpozna agresora. Można dzwonić na numer 47 851 35 00 lub 112, albo pisać na adres e-mail: [email protected].

Jak dowiedzieliśmy się w KMP, na razie przełomu w sprawie nie ma. Nikt nie został jeszcze wytypowany jako potencjalny sprawca pobicia.
*Imiona bohaterów tekstu, na ich prośbę, zostały zmienione.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Policja ich znajdzie dopiero jak im ktoś anonimowy wskaże ich adres, nazwisko i miejsce zamieszkania. Tak działa policja.
Monitoring działa w Katowicach? Siedzi tam ktoś? Może niech udostępnia publicznie te kamery to spoczenstwo lepiej będzie pilnować
jakość monitoringu to żart
Jak praktycznie zawsze u Was rzetelna dziennikarska robota i stawanie w obronie zwykłych ludzi i ich spraw. Przy okazji tej sprawy, ale i wielu innych w ostatnich latach warto jeszcze zadać pytanie o sposób działania systemu "Katowicki Inteligentny System Monitoringu i Analizy (KISMIA)"? Miał to być super nowoczesny system monitoringu. Odnoszę wrażenie być może mylne, że może nocą nikt go nie obsługuje? Inaczej mielibyśmy np. zbliżenie (zoom) i lepszą ostrość, a zdaje się, że niektóre te kamery automatycznie co jakiś czas zmieniają położenie, więc podczas ruchu się rozmazało? Do sprawdzenia, zwłaszcza, że cały system ponad 10 lat temu kosztował 13mln złotych a podłączenie tylko JEDNEGO punktu kamerowego to 110 tys. złotych! (wg oficjalnej strony bo.katowice.eu).
Chyba każdy kto przechodził wieczorem (i nie tylko) przez centrum Katowic może łatwo ocenić jak niskie bezpieczeństwo tam jest... Okolice dworca, Mariacka to takie trochę no-go zone.
Policja ich znajdzie dopiero jak im ktoś anonimowy wskaże ich adres, nazwisko i miejsce zamieszkania. Tak działa policja.
Monitoring działa w Katowicach? Siedzi tam ktoś? Może niech udostępnia publicznie te kamery to spoczenstwo lepiej będzie pilnować
jakość monitoringu to żart