Reklama

Prawnik z pasją do odnawiania mebli z epoki PRL. Efekty jego pracy można zobaczyć w centrum Katowic

Wiele osób nie widzi w nich nic ciekawego. Ot, mebel po babci, który prędzej czy później trafi na śmietnik. Są jednak i tacy, dla których polskie lub czechosłowackie meble z lat 60. czy 70. to prawdziwy przedmiot pożądania. Teraz w centrum Katowic powstało miejsce, gdzie można takie meble zobaczyć i kupić. To miejsce to Fintage, a stoi za nim Łukasz Konaszczuk

Z wykształcenia jest prawnikiem. W swoim życiu robił różne rzeczy. Sprzedawał produkty bankowe, samochody, pracował w dziale prawnym jednego z urzędów. Jednak jakiś czas temu w pełni poświecił się wyszukiwaniu i odnawianiu mebli z okresu PRL. Chociaż jeszcze 8 lat temu nic nie wskazywało, że tak bardzo zanurzy się w tę branżę.

- Każdy taki mebel na śmietniku traktowałem jak rupieć z przeznaczeniem do utylizacji - wspomina pan Łukasz.

Inni myśleli podobnie, więc jeszcze kilkanaście lat temu przy śmietnikach można było znaleźć krzesła, fotele i komody, które dla wielu nie przedstawiały żadnej wartości.

Reklama

Dla pana Łukasza również. Aż pewnego lipcowego dnia 2017 roku na jego drodze stanęło krzesło "Hałas". To jeden z najbardziej rozpoznawalnych obecnie mebli okresu PRL. - Zabrałem je, a potem sprzedałem. Okazało się, że są chętni na takie meble. Następne były dwa fotele Chierowskie. Były w naprawdę złym stanie, a mimo to sprzedałem je chyba po 250 zł za sztukę - wspomina pan Łukasz.

Początkowo zajmował się tylko handlem. Meble zdobywał zwykle za darmo. Czasami stały przy śmietnikach, a czasami ktoś chciał się ich po prostu pozbyć i dawał ogłoszenie w internecie.

Reklama

Dość szybko pan Łukasz zaczął jednak meble kupować, a potem sprzedawać. Odnawianie pojawiło się trochę przypadkowo. - Kiedy jechałem po jakiś mebel 100 czy 150 km, a na miejscu okazywało się, że nie wygląda on tak dobrze, jak na zdjęciach, szkoda mi było czasu. Skoro już przyjechałem taki kawał drogi, to brałem "towar" i próbowałem go odnowić - wspomina pan Łukasz.

Kiedy zaczął restaurować meble, nie oglądał filmików na YouTube, ani nie czytał żadnych tematycznych blogów. Do wszystkiego dochodził metodą prób i błędów.

Reklama

- Pierwszy mebel, który zrobiłem, to była biblioteczka, która była w całkiem dobrym stanie, ale miała zniszczoną górę. Zeskrobałem stary lakier nożykiem do tapet. Potem zalakierowałem tę górę i wyszło całkiem nieźle. Stwierdziłem wtedy, że się da.

Dopiero później zaczął szukać wskazówek i podpowiedzi. Jednak jak przekonuje, najlepsza jest nauka na własnym doświadczeniu. Choć, oczywiście, można się na tym sparzyć i to dosłownie. - W pewnym momencie okryłem, że jest coś takiego, jak opalarka. Kupiłem chyba najtańszą. Nie do końca wiedziałem jak się tym posługiwać i trochę  przypaliłem pierwszy opalany mebel. 

Reklama

Potem już poszło. Okazało się, że niemal z każdego, nawet najbardziej zniszczonego mebla, da się zrobić prawdziwą perełkę. - Duża w tym zasługa materiałów, których używano do produkcji mebli 50 czy 60 lat temu. To przede wszystkim drewno. Inna rzecz to podejście starszych osób do tych mebli. Często były szanowane, bo nie było możliwości zmiany wyposażenia domu co kilka lat, więc komody, kredensy czy witrynki stały w tym samym domu po kilkadziesiąt lat. Z kolei na meble tapicerowane kładło się jakiś koc czy narzutę. Dzięki temu oryginalna tapicerka wygląda po latach jak nowa - tłumaczy pan Łukasz.

Kiedy już wkręcił się w odnawianie na całego, zaczął odkrywać kolejne modele. - Stało się to prawdziwą zajawką. Nie robiłbym tego, gdyby mi się te meble nie podobały. 

Reklama

Od dłuższego czasu myślał o tym, żeby stworzyć miejsce, w którym będzie mógł zaprezentować efekty swojej pracy. - Człowiek się poświęca, jest zadowolony z efektu. Często było jednak tak, że musiałem przykryć odnowiony mebel kocem czy folią, żeby nie zakurzył się, kiedy odnawiałem kolejny. A tutaj je wstawiam i mogą cieszyć oko.

Tu, czyli przy ul. Mikołowskiej 49 (niemalże naprzeciwko Alior Banku). Pan Łukasz wynajął niewielki lokal i sam go wyremontował. To coś w rodzaju sklepu, ale bez stałych godzin otwarcia. Nazwał go Fintage, od angielskich słów furniture (meble) i vintage (klasyczny, ale też stary). 

Reklama

Co charakterystyczne, ekspozycja w lokalu będzie regularnie się zmieniać. Wszystko dlatego, że co kilka dni ktoś kupuje odnowiony mebel, a w jego miejsce wstawiany jest kolejny. Przykładowo, widocznego na zdjęciach stołu Art deco już w Fintage nie ma. W sobotę przyjechał po niego klient z Krakowa.

Pan Łukasz meble do renowacji najczęściej pozyskuje z OLX i Facebooka, choć już nie tak intensywnie, jak jeszcze kilka lat temu. - Mam tyle mebli w kolejce do odnowienia, że nie nastawiam się już tak bardzo na zakupy. Jeśli jednak ktoś ma coś ciekawego, to zapraszam.

Reklama

W Fintage można nie tylko kupić meble, ale też wynająć je np. na sesję zdjęciową. Właściciel myśli też o organizowaniu warsztatów z odnawiania mebli, ale w lokalu przy ul. Mikołowskiej jest na to trochę za ciasno. Wszystko jednak jest możliwe, biorąc pod uwagę, że jeszcze kilka lat temu przechodził obojętnie obok "Hałasów" i "Chierowskich", a teraz ma swój "sklep" w centrum Katowic.

- Lubię to. Do odnawiania mebli trzeba mieć cierpliwość. Czasami czyszczę, szlifuję i lakieruję jakiś mebel kilka godzin. Słucham wtedy muzyki i wpadam w coś w rodzaju transu. Wprawdzie często po takiej "sesji" bolą mnie ręce, ale na końcu jest duża satysfakcja, że znowu jakiś świetny produkt polskiego designu udało mi się przywrócić do życia.

Reklama

Jeśli ktoś chciałby zobaczyć meble w Fintage, najlepiej zadzwonić pod numer, który można znaleźć na stronie fintage.pl.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/05/2025 08:38
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo katowice24.info




Reklama
Najnowsze wiadomości