66-latek w sutannie pojawił się w Domu Pielgrzyma Arka w piątek wieczorem. Opowiedział tam zmyśloną historię o tym, że na dworcu w Katowicach skradziono mu wszystkie dokumenty. Został mu tylko paszport. W Licheniu chciał odprawić jedną lub dwie msze. Jego opowieść była jednak bardzo niespójna, co wzbudziło podejrzenia przełożonego księży Marianów, opiekujących się tamtejszym sanktuarium. Ksiądz Krzysztof Jędrzejewski policję wezwał jednak dopiero w sobotę, kiedy mężczyzna udający kapłana zdobył już zaufanie pielgrzymów. Zebrał od nich 510 złotych i postanowił się ulotnić. Policjantom udało się złapać go na przystanku autobusowym, z którego 66-latek zamierzał wracać już do Katowic. Mężczyzna powtórzył swoją historię o rzekomej kradzieży, ale funkcjonariusze szybko ustalili jego tożsamość.
Nie było to pierwsze przestępstwo starszego katowiczanina. Wcześniej był wielokrotnie zatrzymywany za oszustwa i kradzieże. Za księdza podawał się już m.in. w Częstochowie i Toruniu. Mężczyzna przyznał się, że nie jest księdzem, zwrócił też pieniądze wyłudzone od pielgrzymów. Postawiono mu już zarzut oszustwa. Stanie przed sądem w Koninie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze