Reklama

Dwa dni z KZK GOP

Samochody mają to do siebie, że czasem się psują. A wtedy trzeba się przeprosić z autobusem i tramwajem. Pal licho, jeśli to Warszawa: metro, tramwaje co minutę, rozkłady autobusów dostosowane nawet do godzin przyjazdu tych spoza stolicy. Gorzej, jeśli to Katowice i KZK GOP.

Niestety ta instytucja, której nie tylko siedziba jest z betonu, organizatorem komunikacji jest tylko z nazwy. Ale po kolei. Najpierw plusy, a właściwie jeden duży, czyli stan autobusów. Miałem okazję jechać liniami 296 i  657. Obydwie obsługuje PKM Katowice i pewnie dlatego autobusy były nowe i czyste. Miejskie spółki mają najlepszy tabor, bo wygrywają przetargi na obsługę wielu linii, a wygrywają, bo wygrać muszą. Dzięki temu inwestują w autobusy, a mając najlepsze autobusy wygrywają przetargi i koło się zamyka. Drugim, mniejszym plusem jest to, że z mojego przystanku początkowego (Mikołowska AWF) w miarę szybko można odjechać w wiele stron. I z pozytywów to by było na tyle. Minusów jest więcej. Problemy zaczęły się już na etapie próby kupna biletu. Nie miałem drobnych, więc tradycyjny automat odpadał. U kierowcy nie chciałem przepłacać. Na szczęście, pomyślałem, jest nowoczesna szafa, która od jakiegoś czasu stoi na przystanku i czeka na wprowadzenie Śląskiej Karty Usług publicznych. Przyjmuje monety, banknoty i płatności kartą (żeby było jasne, na razie tylko płatniczą, nie ŚKUP). Przynajmniej w założeniu, bo tym razem banknotu nie przyjęła, a kartą, w tych okolicznościach, ryzykować nie chciałem. Ratunkiem był pobliski kiosk. Pośpiech był niewskazany, bo autobus kilka minut się spóźnił, co zresztą stało się świecką tradycją w mojej dwudniowej przygodzie z KZK GOP. Kiedy już upolowałem bilet za 3,20 zł (o cenach za chwilę), chciałem go jak Pan Bóg i przewodniczący Roman Urbańczyk przykazali, skasować. I tu pierwsza przeszkoda. Kasownik nie działał. Zastanawiałem się przez chwilę, czy w takim razie nie zrobić bojkotu i przejechać bez kasowania. Dobre wychowanie i poczucie obywatelskiego obowiązku jednak zwyciężyły, a druga maszynka zadziałała. Wydawało się, że dalej będzie już z górki i to nie tylko ze względu na ukształtowanie ulicy Mikołowskiej. Ale szybko pojawił się kolejny problem. Mimo, że w Katowicach korków tak naprawdę nie ma, to w autobusie można postać. Z tej prostej przyczyny, że jednocześnie na przystanek (np. na pl. Wolności) przyjeżdżają trzy autobusy. Siłą rzeczy jeden lub dwa muszą czekać, aż zwolni się miejsce w zatoczce. Nie wiem czy w KZK GOP tęgie głowy tak to sobie wymyśliły, czy też  zawsze któryś autobus nie jedzie zgodnie z rozkładem i stąd całe zamieszanie.

No i wreszcie rzecz najważniejsza, czyli cena. Za dojazd do i powrót z pracy zapłaciłem 6,4 zł. W dwie strony do pokonania miałem ok. 5,2 km. Biorąc pod uwagę, że mój samochód pali do 9 litrów benzyny na 100 km jazdy po mieście, taka trasa kosztuje mnie ok. 2,7 zł. Prawie 2,5 raza taniej ! Biorąc to wszystko pod uwagę, poprosiłem mojego mechanika, żeby się sprężył. Dwa dni z KZK GOP w zupełności mi wystarczą.

Reklama

P.S. Oczywiście ktoś mógłby mi zarzucić, że jeśli cena jest dla mnie najważniejsza, powinienem kupić bilet miesięczny. W KZK GOP taki na jedno miasto kosztuje 126 zł. Dla porównania, za 30 dni jazdy po Warszawie trzeba zapłacić 110 zł, a z Kartą Warszawiaka tylko 98 zł. Tam na pewno korzystałbym z komunikacji miejskiej, nie tylko podczas napraw samochodu.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo katowice24.info




Reklama
Najnowsze wiadomości