W piątek publiczność po raz pierwszy zobaczy „Tkoczy” na deskach Teatru Śląskiego. W najnowszym spektaklu aktorzy wcielą się między innymi w role tkaczy z dramatu Gerharta Hauptmanna, który zainspirował się wydarzeniami z XIX wieku. Robotnicy walczą o podwyżki i poprawę warunków życia. Jeszcze przed premierą aktorzy postanowili zrobić to samo. Napisali manifest, który został wygłoszony podczas otwartej dla mediów próby spektaklu.
„My Aktorzy Teatru Śląskiego oraz Członkowie Oddziału ZASP w Katowicach (Związek Artystów Scen Polskich ZASP - przyp. aut.) wzywamy Was do jedności i solidarności, by wystąpić razem przeciwko najniższej płacy krajowej, która jest naszym wynagrodzeniem. Za najniższą krajową nie możemy i nie chcemy już pracować. Nie chcemy mieć emerytur obliczanych od najniższej krajowej” - czytamy w manifeście podpisanym m.in. przez Ewę Leśniak, aktorkę Teatru Śląskiego i przewodniczącą Śląskiego Oddziału ZASP w Katowicach.
„Chcielibyśmy mieć tyle, ile sprzedawca w Żabce”
- Mamy młodego aktora, który rozpoczyna życie zawodowe, bo chce się ustabilizować i młodego człowieka, który obok na ul. Teatralnej w Katowicach ma Żabkę i ten drugi zarabia 7 tys. złotych brutto - porównuje aktorka. Chodzi o aktorów etatowych zatrudnionych w teatrach publicznych.

To dyrektor decyduje
Nawiązał do tego w swoim tekście opublikowanym 12 lutego w Dzienniku Zachodnim Robert Talarczyk.
„Rozumiem naszych organizatorów: prezydentów, marszałków województwa, skarbników którzy muszą wygospodarować dla instytucji kultury finansowanie, by mogły się rozwijać i utrzymać odpowiedni poziom artystyczny a nie tylko trwać. (...) Mając na głowie szpitale, szkoły, stadiony i nie ma tu ironii, i wiele innych instytucji niezbędnych do należytego funkcjonowania miasta czy województwa kultura jest na końcu w kolejce po pieniądze” - pisze dyrektor Teatru Śląskiego. Jego zdaniem potrzebne jest „systemowe rozwiązanie, które nie zrzuca odpowiedzialności na organizatorów ale wprowadza takie rozwiązania rządowe, które profesję artysty nobilituje”. O jakie rozwiązanie chodzi? Tego z felietonu Roberta Talarczyka się nie dowiemy.
O to, czy organizator zamierza podjąć jakieś działania w związku z manifestem aktorów zapytaliśmy Joannę Bojczuk, członkinię zarządu Województwa Śląskiego. Jak mówi, wie że sytuacja jednostek kultury i ich pracowników, nie tylko artystów, jest bardzo kiepska. Jednocześnie zapewnia, że zarząd województwa „dokłada wszelkich starań, aby te wynagrodzenia były godne”. - Za budżet i wynagrodzenia odpowiada dyrektor. To on decyduje, czy daje podwyżkę i w jakiej kwocie. My robimy wszystko, co możemy, żeby ułatwić mu życie - mówi Bojczuk i dodaje, że w budżecie na ten rok zarząd woj. śląskiego przeznaczył 23 mln złotych na podwyżkę wynagrodzeń m.in. dla pracowników instytucji kultury.
Zdjęcia: Przemysław Jendroska. Łukasz KądziołkaChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
No to to już kompletne oderwanie od rzeczywistości. Oni tak na poważnie?! Jakiś gostek "chce się ustabilizować", więc mamy mu zafundować etat, na którym przez ileś godzin będzie uprawiał swoje hobby/pasję, zero ryzyka, i mamy mu zagwarantować tyle pieniędzy, ile wydziera z rynku inny gostek, który ma na głowie lokal w centrum Katowic, sam odpowiada za mienie o wartości kilkudziesięciu / kilkuset tysięcy złotych i nie ma żadnej gwarancji, że biznes mu się uda?
Tylko, że Państwo aktorzy nie mówią o pracowniku Żabki, tylko o franczyzobiorcy (ajencie) Żabki: "młodego człowieka, który obok na ul. Teatralnej w Katowicach ma Żabkę i ten drugi zarabia 7 tys. złotych brutto". Jest "delikatna" różnica.
A co z miłośnikami żabek zatrudnionymi w sporcie...? I porównać z ilością bocianów
Można też analogicznie powiedzieć ,że miłośnik sportu zatrudniony w Żabce musi zarabiać więcej niż piłkarz GKSu ... Niech miasto opublikuje listę dotowanych z budżetu miasta instytucji kultury i porówna z dotacjami dla klubów sportowych
Miłośnik teatru zatrudniony w Żabce musi zarabiać znacznie więcej, bo: 1) z jego podatków państwo/samorząd dofinansowuje teatr i tych ludków tam 2) na spektakle czy na warsztaty teatralne musi chodzić po godzinach i jeszcze za to płacić tym ludkom tam w teatrze "Nobilitacją profesji artysty" powinny być chyba pełne sale (mimo horrendalnych cen biletów) i oklaski, a nie wysokość zasiłku od państwa?!
No to to już kompletne oderwanie od rzeczywistości. Oni tak na poważnie?! Jakiś gostek "chce się ustabilizować", więc mamy mu zafundować etat, na którym przez ileś godzin będzie uprawiał swoje hobby/pasję, zero ryzyka, i mamy mu zagwarantować tyle pieniędzy, ile wydziera z rynku inny gostek, który ma na głowie lokal w centrum Katowic, sam odpowiada za mienie o wartości kilkudziesięciu / kilkuset tysięcy złotych i nie ma żadnej gwarancji, że biznes mu się uda?
Tylko, że Państwo aktorzy nie mówią o pracowniku Żabki, tylko o franczyzobiorcy (ajencie) Żabki: "młodego człowieka, który obok na ul. Teatralnej w Katowicach ma Żabkę i ten drugi zarabia 7 tys. złotych brutto". Jest "delikatna" różnica.
A co z miłośnikami żabek zatrudnionymi w sporcie...? I porównać z ilością bocianów