Reklama

Przeszli 40 km przez Katowice Ekstremalną Drogą Krzyżową. "Tylko ja i moje myśli"

- Bywało ciężko, miałam kryzysy, w jednym miejscu chciałam się poddać, ale myślałam o tym, że przecież Jezus się nie poddał nawet na chwilę i to mnie bardzo motywowało - mówi jedna z uczestniczek Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, która w miniony piątek odbyła się w Katowicach.

Szli w różnym tempie i z różnymi intencjami. Wyruszyli po mszy św., która została odprawiona o godz. 20 w kościele Opatrzności Bożej w Katowicach Zawodziu. Idea EDK jest taka, że każdy sam troszczy się o siebie. Trasa wprawdzie jest wyznaczona wcześniej, ale nie ma żadnego opiekuna grupy.

- Bywało ciężko, miałam kryzysy, w jednym miejscu chciałam się poddać, ale myślałam o tym, że przecież Jezus się nie poddał nawet na chwilę i to mnie bardzo motywowało. Chciałam to przeżyć, jak najlepiej, bo wydawało mi się to bardzo ekscytujące z perspektywy osoby wierzącej. Takich osób jak ja było tam więcej, ale myślę, że była to też okazja dla tych, którzy, można powiedzieć, wierzą trochę mniej. Można było pobyć samemu ze sobą, przemyśleć wiele rzeczy. Szliśmy w ciszy, więc było to dobry moment na takie rzeczy - mówi Aleksandra, uczestniczka EDK. 

Reklama

Zapisanych uczestników było ponad 50. Ostatecznie, udział w drodze krzyżowej wzięło nieco mniej osób. Każdy szedł z inną intencją.

- Jestem praktykującym wierzącym, ale dla mnie ciekawym aspektem była tak naprawdę sama trasa i połączenie z drogą krzyżową. To już moja czwarta EDK, byłem ciekawy, jak ta zostanie przygotowana i co mnie czeka. Przyznam szczerze, że przeszedłem ją szybko i rozważań słuchałem w trakcie marszu. Wsłuchiwałem się w nie, ale niektórzy robili na to dłuższe przerwy - mówił Jacek, uczestnik EDK. 

Reklama

W zapowiedzi organizator wspominał o właściwym przygotowaniu fizycznym i technicznym. Trasa miała być wymagająca z uwagi na przebieg przez odcinki leśne i wzniesienia, które mogły być wymagające.

- Na pewno nie było łatwo. Niektóre odcinki były naprawdę nieciekawe, ale później zupełnie o tym nie myślałam i nie czułam stresu. W którymś momencie sarna przebiegła niedaleko, a mnie to zupełnie nie stresowało, a wręcz fascynowało. Bardzo też podobało mi się hasło przewodnie tej drogi „Nie ma, że się nie da” i to bardzo mi pomagało. Szczególnie na wzniesieniach, które bywały wymagające. To wszystko było bardzo fascynujące - mówiła Aleksandra.

Reklama

Trasa liczyła 40 kilometrów i każdy uczestnik przechodził ją indywidualnie lub w małych grupach. W przejściu pomagała aplikacja z GPS-em oraz przygotowanie punktów - stacji. 

- Fajna trasa, a w porównaniu do innych, na których byłem, chyba najlepiej przygotowana. Bardzo dobrze była oznaczona, świecące elementy czy to lampki, czy znicze, czy kwiaty, były pomocne. Pod tym względem naprawdę super, wszystko było przejrzyste. Samą trasę oceniam jako niezbyt wymagającą, mimo jednego podejścia na Wzgórze Wandy, które mogło sprawiać problemy - tłumaczy Jacek.

Reklama

Marsz zajął całą noc, w zależności od narzuconego tempa i podejścia do wydarzenia, uczestnicy kończyli trasę o różnych godzinach.

- Pod Kościołem Mariackim byłem przed godziną 4:00. Myślę, że byłem pierwszy, ale trudno powiedzieć, bo nie ma żadnego rankingu. Miałem bardzo szybkie tempo i rezygnowałem z dłuższych przerw – mówi Jacek.

To jeden z najlepszych wyników. Z relacji innych uczestników wiemy, że na ostatniej stacji byli ok. godz. 6:00, a za nimi byli jeszcze ci, którzy szli wolniej. Wpływ na czas przemarszu miały też stacje oraz poświęcony na nie czas. Niektóre absorbowały uczestników bardziej, a inne mniej.

Reklama

- Ciekawe jest to, że w lasach są krzyże, przy których były stacje. To na pewno ciekawie wyglądało. W Mysłowicach o północy był otwarty kościół w dzielnicy Ławki. To robiło duże wrażenie, w tym miejscu też spotkaliśmy się z uczestnikami innej drogi krzyżowej, więc było to ciekawe doświadczenie – mówi Jacek.

Ekstremalną Drogę Krzyżową uczestnicy przechodzili bez przewodnika czy koordynatorów.

- Wydawało mi się, że będzie jakiś prowadzący, ale w aplikacji była opcja słuchania rozważań w formie audiobooka. To trochę to rekompensowało, a nawet uświetniało całe wydarzenie, bo nic mnie nie rozpraszało. Zresztą nagrania nas angażowały, stawiając przed nami małe zdania, takie jak znalezienie jakiegoś przedmiotu i przeniesienie go na kolejną stację. Dla mnie oczywiste było, że wezmę te przedmioty ze sobą - wyjaśnia Aleksandra

Reklama

Dla uczestników było to szczególne wydarzenie, zarówno dla tych, którzy szli po raz pierwszy, jak i dla tych, którzy bywali już na Ekstremalnych Drogach Krzyżowych w innych miastach.

- To niesamowite doświadczenie; iść przez las w zupełnej ciszy mimo ludzi wokół. Drogę oświetlały nam tylko latarki. Nie było rozmów, ani gwaru, tylko ja i moje myśli, a nawet one ustąpiły po którymś już kilometrze. Słuchałam rozważań, wyciągałam z nich jak najwięcej się da. Na pewno pójdę jeszcze raz i polecam każdemu, nawet tym, którzy wierzą mniej albo wcale. Taki nocny marsz daje naprawdę dużo do myślenia - dodała Aleksandra.

Reklama

Kolejna możliwość wzięcia udziału w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej Katowice – Południe będzie 11 kwietnia o godzinie 18:00.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 10/04/2025 13:44
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    doniu - niezalogowany 2025-06-19 14:31:04

    tylko ja i moja przestrzeńńńńńńńńńńń

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo katowice24.info




Reklama
Najnowsze wiadomości