Reklama

„Katowice nie mają procedur, które chroniłyby zieleń przy inwestycjach. Trzeba to zmienić” [WYWIAD]

Łukasz Kądziołka
Budząca oburzenie wycinka trzech kasztanowców w Katowicach przyciągnęła uwagę nie tylko mieszkańców i mediów. Specjalista nie ma wątpliwości, że sprawa była przegrana jeszcze przed odpaleniem pił mechanicznych. W rozmowie z nami katowiczanin dr Leszek Trząski*, tłumaczy dlaczego inwestor zdecydował się na nielegalne usunięcie drzew i czego brakuje w stolicy metropolii, a w innych miastach jest już standardem.

Miasto i służby unikają jeszcze takiego sformułowania, a pana zdaniem, czy wycinka trzech kasztanowców przy ul. Raciborskiej była nielegalna?

Trzeba wyraźnie powiedzieć, że to było nielegalne. Nie było zezwolenia, a teraz nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy wystąpiły przesłanki zagrożenia bezpieczeństwa dla mieszkańców. Zresztą zdaje się, że o rzekomym zagrożeniu nie powiadomiono zawczasu odpowiednich służb powołanych do takiej awaryjnej wycinki. Tylko usunięto problem we własnym zakresie. W taki sposób można usprawiedliwiać każdą samowolę.

Jak bardzo na te drzewa mogły wpłynąć prace, które zgodnie z oświadczeniem inwestora, uszkodziły korzenie i były powodem decyzji o wycince?

Każde grzebanie przy korzeniach jest szalenie niebezpieczne dla drzewa i dla tych, którzy w przyszłości będą w jego pobliżu przechodzić czy parkować. Nie wiemy co działo się przy tych korzeniach 5 czy 15 lat temu. Zasięg bryły korzeniowej, jeżeli drzewo zostało już posadzone w przestrzeni zabudowanej, jest co najmniej taki, jak zasięg korony. Powstrzymanie się od jakichkolwiek prac jest w takim promieniu na ogół niemożliwe. Jednak bardzo ważne jest, aby korzenie podporowe, które stanowią o statyce drzewa, nie zostały zniszczone. Na to są rozmaite rozwiązania techniczne, m.in. przekopywanie się „na kreta”, czyli dokładnie pod osią pnia, a nie obok niego.

O usunięciu miał zadecydować „uprawniony inspektor prac dendrologicznych”, który w trakcie prac prowadził „kontrolę stanu drzew”. Taka osoba jest w stanie szybko stwierdzić, że dane drzewo się przewróci?

Dobry dendrolog jest w stanie powiedzieć czy statyka drzewa została naruszona. Wystarczy, że zajrzy do wykopu i zobaczy, co się stało z korzeniami. Jednocześnie nikt nie jest wróżką i nie określi, kiedy dokładnie się to drzewo przewróci. Za 15 lat czy za tydzień po pierwszych lepszych opadach. Kasztanowiec jest takim specyficznym drzewem, które ma dość zwartą bryłę korzeniową, czyli jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, że da się prowadzić prace tak, żeby te drzewa nie zostały uszkodzone. Jednocześnie kasztanowiec jest jednym z drzew, które najgorzej znoszą przycinanie. Nawet mniejsze cięcia są w stanie go skutecznie zniszczyć.

Czytał pan wyjaśnienia zawarte w oświadczeniu spółki Activ Investment. Przekonują one pana? 

Z tego oświadczenia nie jest dla mnie jasne, kiedy to uszkodzenie i naruszenie statyki drzew nastąpiło. Czy to było wcześniej, czy w trakcie prac prowadzonych przez tego inwestora. Jeżeli to było w trakcie tych prac, to tutaj nie ma o czym rozmawiać. Jest to ewidentna wina tego inwestora i nie ma tu usprawiedliwień.

Wiele osób zastanawia się dlaczego doszło do tej sytuacji. Co według pana jest powodem tego, że w dużym mieście inwestor pozwolił sobie na taką samowolę?

Moim zdaniem zawiodły procedury. Sytuacja została przegrana już mniej więcej w 2017 roku, kiedy to radni uchwalili plan zagospodarowania. Następnie została przegrana po raz drugi, kiedy inwestor skorzystał z okazji, że nie było inwentaryzacji. Tak się dzieje, gdy się tego nie dopilnuje na etapie projektu budowlanego. Nie rozumiem jednej rzeczy, gdy ustalano plan miejscowy i następnie, gdy był projekt inwestycyjny, wygląda na to, że nie było inwentaryzacji drzew i ekspertyzy ich stanu. Jest to bardzo poważny błąd.

Jak powinny pana zdaniem wyglądać te procedury w przypadku drzew przy ul. Raciborskiej? 

Przed zatwierdzeniem projektu budowlanego powinna zostać wykonana ekspertyza, która uwzględniałaby stan zdrowotny drzew oraz uwarunkowania infrastrukturalne, czyli to, co jest nad i pod ziemią. Mogłoby się okazać, że najlepszym rozwiązaniem będzie dostosowanie projektu budowlanego do istniejących drzew albo, niestety, wycięcie tych drzew. Ale wtedy sprawa jest jasna. Po to jest mechanizm nasadzeń zastępczych, czyli kompensacyjnych.

Co powinno teraz zrobić miasto?

Potrzebujemy inwentaryzacji drzew. Zwłaszcza tych drzewostanów sprzed II wojny światowej, które były kiedyś bardzo sensownie posadzone. Wtedy też istniała w Katowicach instytucja ogrodnika miejskiego. Nie tylko drzewa nowsze, ale również te starsze przy głównych ciągach komunikacyjnych powinny być zinwentaryzowane i wprowadzone na platformę cyfrową. Wtedy każdy inwestor wiedziałby, co się dzieje. To było postulowane w programach ochrony środowiska (dr Trząski kierował m.in. projektem „Program Ochrony Środowiska dla Miasta Katowice na lata 2017-2020” – przyp. red.), w których projektowaniu brałem udział. Stało się, ale pomyślmy o rozwiązaniach systemowych. My powinniśmy w stolicy metropolii postępować naprawdę nowocześnie, po europejsku.

Jakie to są rozwiązania? 

W Katowicach bardzo brakuje zaleceń dotyczących ochrony drzew na placu budowy. Jako mieszkaniec miasta oczekuję wprowadzenia bardzo konkretnych wytycznych i procedur nadzoru nad jakością prac. Prac różnego rodzaju. Od remontu kanalizacji, przez wymianę nawierzchni jezdni i chodników, aż do prac rozbiórkowych i wznoszenia nowych budowli. Stwórzmy system w odpowiedniej komórce urzędu miasta. Napiszmy odpowiednie dokumenty i wprowadzajmy wymogi zawarte w tych dokumentach do specyfikacji zamówień publicznych. To może być uchwała rady miasta mówiąca o wymogach na placu budowy, to może być zarządzenie prezydenta.

Jak to wygląda w innych miastach? 

W wielu polskich miastach – na przykład we Wrocławiu, Warszawie, Krakowie, Białymstoku – takie zasady są przestrzegane w żelazny sposób, bo jest to wpisywane w procedury przetargów. Katowice zasługują na to, są zbyt ważnym miastem w regionie, żeby tego nie mieć. Nie trzeba wymyślać prochu, sięgnijmy do dorobku innych. Polecam, jeżeli chodzi o teorię i praktykę, Poznań i Wrocław. My, jako ogród botaniczny, z wielką radością służymy konsultacją i pomocą. Nikt tu nie mówi o pieniądzach i zleceniach, tylko o zwyczajnym roboczym kontakcie.

Rozmawiał Łukasz Kądziołka

*Dr Leszek Trząski – zastępca dyrektora ds. naukowo-dydaktycznych w Śląskim Ogrodzie Botanicznym, doktor nauk biologicznych ze specjalnością botaniczną. W latach 1984-1997 był pracownikiem Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W latach 1997-2017 pracował w Głównym Instytucie Górnictwa w Zakładzie Ochrony Wód. Jest twórcą programów nauczania biologii i edukacji ekologicznej oraz autorem i współautorem licznych podręczników do tych przedmiotów. Opublikował ponad pięćdziesiąt artykułów naukowych i popularnonaukowych oraz ponad sto ekspertyz związanych z ochroną środowiska i przyrody. Mieszka w Katowicach.


Tagi:

Komentarze

  1. mironia 26 listopada, 2021 at 11:08 am - Reply

    w Katowicach drzewa nazywa się samosiejkami i chce się je w związku z tym wycinać na potęgę, tylko te nasadzone przez miasto kikuty w betonowych donicach mają prawo stać – polecam wszystkim spojrzenie na skarpę oddzielającą najbardziej ruchliwą drogę w Katowicach od parku, stanowiącą jedyną zaporę przed hałasem i smrodem, a którą urzędnicy chcą zlikwidować

  2. artykulami 28 stycznia, 2021 at 7:10 am - Reply

    Miasto zamiast sadzic drzewa daje artykuly o procedurach. Drzewa zasadzone dwadziescia lat temu mialyby dwadziescia lat.

  3. jeszcze raz dziękuję że zajmujecie się tą sprawą! 23 grudnia, 2020 at 7:50 am - Reply

    buzen to bardzo ciekawe!
    Ktoś widział ten projekt Nova Mikolowska?
    3 budynki. Sasiad sasiadowi w okno zagladac bedzie. W sumie kto co lubi?
    Biorąc jednak pod uwagę metraż to raczej będzie wynajmowana sypialnia.
    A szkoda. Teren ma taki potencjał 🙁

  4. buzen 22 grudnia, 2020 at 5:39 pm - Reply

    przykładowo w nie tak odległym Wiedniu (a jednak) dla każdego cennego drzewa, na etapie ubiegania się o pozwolenie na budowę określą się liczbę niezbędnych nasadzeń w przypadku wycięcia drzewa. Przeliczniki są mniej więcej takie, że przykładowo za jednego kasztanowca z Raciborskiej Inwestor musiałby nasadzić na swojej działce ok. 15-20 sztuk drzew już całkiem wyrośniętych (co oczywiście mocno odchudziłoby potencjalny teren pod zabudowę i liczbę sprzedanych m2 mieszkań, nie mówiąc o kosztach nasadzeń). Stąd każde takie starze drzewo jest starannie zabezpieczane, bo na wycięcie nie można sobie pozwolić. Prosty mechanizm, który już dawno powinien funkcjonować w naszym mieście, wtedy wycinki skończyłyby się bardzo szybko. Ale to trzeba chcieć i nie siedzieć w kieszeniach deweloperów, jak szanowny Krupa i jego spółka. Kto na nich głosuje???

    • Arnold 23 grudnia, 2020 at 10:05 am Reply

      Miło mądrego posłuchać!

Dodaj komentarz

*
*