Kultura ma być jednym z motorów napędowych transformacji, którą cały czas przechodzą Katowice. Tak przynajmniej wynika z regularnych deklaracji prezydenta Marcina Krupy (prywatnie wielkiego fana muzyki), ale też z lektury budżetu miasta, w którym wydatki na kulturę tylko w tym roku pochłoną ponad 63 mln zł.
Skoro więc kulturę traktujemy poważnie, to dlaczego poważnie nie traktujemy uroczystości wręczenia nagród dla ludzi, którzy ją tworzą. Skoro prezydent ich wyróżnia (czyli są to twórcy ponadprzeciętni), to dlaczego odpowiednio ich nie "ugości". Smętna sala Urzędu Stanu Cywilnego, kilka krzeseł, goście siedzący jak w poczekalni u lekarza i zdjęcia, którą mówią więcej niż tysiąc słów. Uroczystość wręczenia nagród prezydenta Katowic w dziedzinie kultury wygląda trochę tak, jak zaproszenie na wykwintny bankiet, na którym goście spodziewają się krewetek duszonych w winie i kremu z borowików, a dostają bułkę z parówką i barszcz z tytki. Owszem, też się najedzą, ale jako wyróżniający się w swoich dziedzinach twórcy, mają prawo oczekiwać trochę innego przyjęcia (żeby było jasne, z tym jedzeniem to metafora, bo catering podobno był całkiem przyzwoity). Może ładnej sali (koncertowej lub kinowej), ciekawej oprawy, jakiegoś występu (niekoniecznie laureata), zaproszenia innych ludzi z branży, pory raczej wieczorowej niż wczesno popołudniowej (godz. 14).
Jednym zdaniem, takiej uroczystości, która nadałaby nagrodom w dziedzinie kultury jakąś rangę.
Powtórzę się, ale jeśli chcemy uczynić z kultury wyróżnik Katowic, to sprawmy, żeby najlepsi ludzie kultury poczuli się naprawdę wyróżnieni.

PS Gdyby ktoś chciał skomentować, że przecież jest pandemia i nie powinno się gromadzić w większym gronie, to od razu podpowiem, że w podobny sposób nagrody prezydenta w dziedzinie kultury wręczane były jeszcze przez 2020 rokiem i wybuchem epidemii koronawirusa.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze