Podczas poniedziałkowej sesji sejmiku województwa Alicja Knast, dyrektor Muzeum Śląskiego, zabrała głos w sprawie planowanej budowy osiedla, które ma powstać przy muzeum (więcej o tej sprawie TUTAJ). Przy okazji radny sejmiku Jerzy Gorzelik powiedział o konflikcie Muzeum Śląskiego z wykonawcą nowej siedziby. Chodzi o pozew jaki MŚ złożyło 24 lipca 2017 roku przeciwko polsko-hiszpańskiemu konsorcjum. Chodzi o przecieki wody do wnętrza budynku. Jak mówi dyrektor muzeum, takich wad nie można lekceważyć. Jednak dla dobra sprawy nie chce pokazywać i podać szczegółów usterek. - Budynek typu muzeum jest budynkiem kubaturowym, dużym, o charakterze monumentalnym. Co to oznacza? Oznacza to tyle, że każda usterka, która dzisiaj jest niewielka, za 10-20 lat może mieć brzemienne skutki. De facto bijemy się o to, żeby nie było potrzeby budowania budynku od nowa. Tylko żeby dzisiaj - u zarania tego problemu - tę sprawę rozwiązać – mówi Knast. O przeciekach było wiadomo już na etapie odbioru budynku. 
Budowa Muzeum Śląskiego kosztowała ponad 262 mln zł. Natomiast w pozwie pada kwota ok. 122 mln zł. Dlaczego tak dużo? - Wykonaliśmy analizę ekonomiczną całej operacji. Zarówno od strony technicznej, jak i organizacyjnej. W tej kwocie jest zawarty koszt za sam remont czy też usunięcie tych usterek, ale również koszty operacyjne muzeum i działania poza instytucją lub wynajęcia jakichś innych wnętrz - wylicza dyrektor Muzeum Śląskiego. Samo usunięcie przecieku to, zgodnie z szacunkami muzeum, około 19 mln zł. Sprawa przeciwko wykonawcy będzie toczyła się przed Sądem Okręgowym w Katowicach. Na razie nie ma wyznaczonego terminu pierwszej rozprawy i wydania opinii przez biegłych sądowych. Wbrew medialnym spekulacjom, władze Muzeum Śląskiego zapewniają, że muzeum nadal będzie otwarte, a jego zbiory nie są zagrożone.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nazywamy to: "value engineering" - inżynierią opartą na wartości dodanej. Jeśli inwestor ma wystarczająco odwagi i zaufania, poprawa wyniku nie jest niczym niezwykłym. Oznacza to, że jeśli realizacja kontraktu miała przynieść firmie pół miliona, a ze względu na oszczędności czy optymalizację w trakcie budowy przyniosła milion, to 100 tys. zł - 20 proc. z tego dodatkowego pół miliona – wypłacamy autorom sukcesu.
Nazywamy to: "value engineering" - inżynierią opartą na wartości dodanej. Jeśli inwestor ma wystarczająco odwagi i zaufania, poprawa wyniku nie jest niczym niezwykłym. Oznacza to, że jeśli realizacja kontraktu miała przynieść firmie pół miliona, a ze względu na oszczędności czy optymalizację w trakcie budowy przyniosła milion, to 100 tys. zł - 20 proc. z tego dodatkowego pół miliona – wypłacamy autorom sukcesu.