Grzegorz Żądło: Na niedawnym spotkaniu z grupą mieszkańców Katowic tłumaczyła Pani jaką funkcję pełnią niektóre rośliny na terenie Muzeum Śląskiego. Skoro wie Pani nawet takie rzeczy, to wygląda na to, że dosłownie i w przenośni wgryzła się już Pani w każdą tematykę związaną z tym miejscem?
Alicja Knast: Uznaję to za wielki komplement. To nie jest jednak tak, że już wszystko wiem. Bardzo wiele rzeczy mnie jeszcze zaskakuje. Szczególnie jeśli chodzi o relacje, które panują w środowisku osób opiniotwórczych w regionie.
Wcześniej Pani tych relacji nie śledziła? Nie czytała Pani choćby artykułów prasowych, które ukazywały się na temat muzeum?
Nie byłam zainteresowana i nie śledziłam rozgrywek o charakterze politycznym czy społecznym. Na prośbę śląskich mediów kilkukrotnie wypowiadałam się w kwestiach związanych z muzeum. Jako członek jury oceniającego projekt aranżacji wystawy o Górnym Śląsku, byłam proszona o komentarz choćby przez „Dziennik Zachodni”. Chciałabym przy okazji bardzo mocno podkreślić, że przedmiotem prac jury tego rodzaju jest ocena zawartości plastycznej, a nie merytorycznej wystawy. Ta ostatnia powinna wynikać z bieżącego stanu wiedzy. Komentowałam sytuację, w której dochodziło do dyskusji pomiędzy osobami, które nie powinny dyskutować. Mam tu na myśli twórców opinii, polityków, również dyrekcję muzeum. Uważałam, że z tej dyskusji nie wyniknie nic dobrego.
Kika miesięcy temu wyraziła Pani inne zdanie. Cytuję za GW: Politycy mogą zawsze dyskutować z historykami i z tych dyskusji z reguły wynika wiele dobrego”.
Tak, bo wtedy politycy mają możliwość poznać bieżący stan wiedzy od osób, które zajmują się tym zawodowo.
Ale przed chwilą powiedziała Pani, że politycy w ogóle nie powinni dyskutować o merytorycznej zawartości muzeum.
Miałam na myśli to, że nie powinniśmy podejmować decyzji w gronie złożonym z polityków i historyków. Natomiast dyskusja musi się odbyć. Musi istnieć płaszczyzna, na której osoby z bardzo różnym wykształceniem mogą rozmawiać. Nie zmienia to jednak faktu, że nikt nie chciałby być przecież operowany przez kogoś, kto zajmuje się medycyną hobbystycznie. Przekaz wystawy stałej musi być oparty na bardzo racjonalnych zasadach, czyli na poznaniu naukowym. To historycy muszą tłumaczyć zjawiska, które zostały zawarte w scenariuszu i to historycy muszą mieć baczenie na sposób, w jaki zostało to przedstawione plastycznie.
Dlaczego nie wzięła Pan udziału w konkursie na dyrektora Muzeum Śląskiego, który został ogłoszony w połowie 2013 roku?
Dlatego, że byłam zaangażowana w inny bardzo ważny projekt. Podjęłam zobowiązanie wobec Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny. Zakładało ono, że doprowadzę projekt wystawy Muzeum Historii Żydów Polskich do momentu jego zatwierdzenia przez Radę Muzeum. Tak się też stało.
Jak dokładnie wyglądało Pani zatrudnienie w Muzeum Śląskim? Zadzwonił ktoś od marszałka i powiedział: chcemy panią u nas, dajemy kontrakt na siedem lat i wolną rękę?
Czas trwania kontraktu nie był przedmiotem moich negocjacji z marszałkiem. Odbieram to jako dbałość o utrzymanie pewnej stabilności, której potrzebuje każde muzeum. Sama propozycja pracy zaskoczyła mnie. Oczywiście spotykałam się raz po raz z panem Przemysławem Smyczkiem (dyrektor wydziału kultury w Urzędzie Marszałkowskim Woj. Śląskiego – aut.) przy różnych okazjach. Nie było jednak wtedy mowy o objęciu jakiegoś stanowiska. Dlatego kiedy zostałam zaproszona na rozmowę do urzędu marszałkowskiego, byłam zaskoczona.
Musiała Pani słyszeć te głosy po nominacji, które krytykowały to, że nie odbył się konkurs na stanowiska dyrektora muzeum?
Konkurs to jest dosyć długa procedura. Może to był bezpośredni powód. Nie analizowałam tego. Nie wnikałam też w relacje marszałka z poprzednim dyrektorem. Dostałam pytanie czy obejmę to stanowisko i zgodziłam się.

Jest Pani zapraszana na różne imprezy i spotkania. Na konferencje prasowe z Pani udziałem przychodzi wielu dziennikarzy. Czuje już Pani, że stanowisko dyrektora Muzeum Śląskiego, pewnie ze względu na nową siedzibę, stało się bardzo nobilitujące?
Za każdym razem kiedy spotykam się z ludźmi w przestrzeni publicznej, jestem zadziwiona ilością oczekiwań wobec Muzeum Śląskiego i mnie samej. Oznacza to, że muzeum jest niezwykle istotne dla życia społecznego w regionie. Nie wiem czy jestem w stanie wszystkiemu sprostać. Tego boję się najbardziej. Na pewno odczuwam również, że od dyrektora muzeum oczekuje się pewnej postawy. Ostatnio byłam np. pytana co to jest patriotyzm.
Jeszcze chwila i znajdzie się Pani w rubryce Dziennika Zachodniego, w której ocenia się jak ktoś się ubiera
Już byłam. W pierwszym miesiącu po objęciu stanowiska (śmiech).
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Niestety, w tych samych okolicznosciach dostala prace w obu poprzednich muzeach, cichaczem, wygryzajac innych - to trzeba umiec.
oto cała Alicja Knast- nieudaczne brednie, niespójne, mętne, ani razu nie podołała wyzanczonym terminom, z MHZP odeszła z wilczym biletem - nie zrealizowała zadania, trzeba było zatrudnić drugiego dyrektora, ciekawe ze nie ma o niej mowy przy okazji otwarcia wystawy ? porazka, jedna wielka porażka. gdyby nie dostała roboty po znajomości to w ogóle by jej nie miala
Jakim trzeba być człowiekiem, jaką koleżanką po fachu, żeby w obliczu bezprzykladnej nagonki i krzywdy wyrządzonej dyrektorowi Jodlińskiemu, a potem wobec zeszmacenia karierolubnego Ablamowicza, decydować się na podjęcie pracy w MŚ. Pani Alicjo, niech Pani nie udaje, że o niczym Pani nie wiedziała, nie znała kontekstu propozycji marszałka, że Pani się nie domyśla co stoi za propozycją 7-letniego kontraktu bez konkursu. Pani wszystko rozumie, rozumie Pani, że wystawę trzeba dogadać z politykami i usłużnie Pani to zrobi. Pytam: skąd to przekonanie, że i Pani kiedyś nie podzieli losu Ablamowicza, że z Panią obejdą się lepiej? Aha, i jeszcze jedno pytanie:To ile Pani zarabia na dwóch stołkach? Bo mówi się o 30 tysiącach zł. Czy tyle i czy na pewno walutą jest złotówka czy może srebrniki. I jeszcze taka uwaga: wszystko co Pani mówi o wystawie jest na tyle ogólne, że możnaby to przypisać równie dobrze dyrektorowi Jodlińskiemu. O co więc chodzi?
bez konkursu na 7 lat - tak się rządzi Śląskiem
Kpina, 7 lat kontraktu (nadal nie wiemy dlaczego), niejasne i sprzeczne opinie.
Proszę o szerszą argumentację dot. rzekomych korzyści z połączenia Muzeum Śląskiego z Górnośląskim. Póki co, Pani argumenty są bardzo mętne i mało przekonujące. A jeżeli tak bardzo się Pani boi zamówień publicznych to chyba powinna się Pani zastanowić nad swoimi umiejętnościami menagerskimi.
Smutne, że na tak ważne stanowisko powołuje się osoby z pominięciem procedury konkursowej. I to na aż 7 lat! W uczciwej rywalizacji nie miałaby szans ze zniszczonym przez takie zero jak Sekuła z PO kandydatem.
Niestety, w tych samych okolicznosciach dostala prace w obu poprzednich muzeach, cichaczem, wygryzajac innych - to trzeba umiec.
oto cała Alicja Knast- nieudaczne brednie, niespójne, mętne, ani razu nie podołała wyzanczonym terminom, z MHZP odeszła z wilczym biletem - nie zrealizowała zadania, trzeba było zatrudnić drugiego dyrektora, ciekawe ze nie ma o niej mowy przy okazji otwarcia wystawy ? porazka, jedna wielka porażka. gdyby nie dostała roboty po znajomości to w ogóle by jej nie miala
Jakim trzeba być człowiekiem, jaką koleżanką po fachu, żeby w obliczu bezprzykladnej nagonki i krzywdy wyrządzonej dyrektorowi Jodlińskiemu, a potem wobec zeszmacenia karierolubnego Ablamowicza, decydować się na podjęcie pracy w MŚ. Pani Alicjo, niech Pani nie udaje, że o niczym Pani nie wiedziała, nie znała kontekstu propozycji marszałka, że Pani się nie domyśla co stoi za propozycją 7-letniego kontraktu bez konkursu. Pani wszystko rozumie, rozumie Pani, że wystawę trzeba dogadać z politykami i usłużnie Pani to zrobi. Pytam: skąd to przekonanie, że i Pani kiedyś nie podzieli losu Ablamowicza, że z Panią obejdą się lepiej? Aha, i jeszcze jedno pytanie:To ile Pani zarabia na dwóch stołkach? Bo mówi się o 30 tysiącach zł. Czy tyle i czy na pewno walutą jest złotówka czy może srebrniki. I jeszcze taka uwaga: wszystko co Pani mówi o wystawie jest na tyle ogólne, że możnaby to przypisać równie dobrze dyrektorowi Jodlińskiemu. O co więc chodzi?