Reklama

Ocena nowego Rynku nie może być jednoznaczna [KOMENTARZ]

Grzegorz Żądło
Mogłoby się wydawać, że katowicki Rynek to jakiś bubel, skoro władze miasta nie zaprosiły na jego otwarcie mieszkańców. Dlaczego tak się stało, trudno dociec. Złą pogodą nie da się wszystkiego wytłumaczyć. Okazuje się jednak, że nie jest tak źle. Mam oczywiście na myśli sam plac, a nie sprawę poinformowania o nim mieszkańców.

Pamiętam dokładnie, jak tuż po zakończeniu przebudowy ul. Mariackiej przechadzałem się nią z jednym z radnych. I ja, i on twierdziliśmy, że miasto zmarnowało pieniądze na ten deptak. Nic tu nie ma i nie będzie – mówiłem wtedy. Minęło kilka miesięcy. Powstała Lorneta z Meduzą i Lemoniada. A potem już poszło. Przyznaję, myliłem się. Teraz Mariacka jest ulicą, jakiej próżno szukać w innych polskich miastach. Mam tu na myśli tłumy młodych ludzi zbierających się w jednym miejscu, kawiarnie, kluby, puby i restauracje. Owszem, materiały, z których została wykonana posadzka są słabej jakości, jest za mało zieleni, a ulica jest brudna. Ale to zupełnie inna kwestia.

Dlaczego piszę o Mariackiej, skoro miało być o Rynku? Nie zniknął jeszcze płot okalający tzw. Plac Kwiatowy, a już zaczęło się narzekanie. Że betonowa pustynia, że rachityczne drzewa, że za dużo ławek, że zwrócone na zewnątrz, a nie do siebie, że światełka kolorowe itp. itd. Coś jakbym słyszał i czytał siebie kilka lat temu w sprawie Mariackiej.

Dlatego ja z kategorycznymi ocenami na razie się wstrzymam. Przynajmniej do czasu zakończenia przebudowy całego śródmieścia. Choć oczywiście już teraz, kilka godzin po otwarciu placu, mam swoje zdanie. Uważam, że to co powstało pomiędzy Zenitem a dawnym Domem Prasy nie jest złe. Nie podpisuję się pod stwierdzeniem, że to betonowa pustynia. Po pierwsze, drzewa i kwiaty nie miały szansy jeszcze zakwitnąć, a za kilka tygodni rynek będzie wyglądał zupełnie inaczej. Po drugie, zastanawiając się co bym zrobił w tym miejscu, gdybym to ja decydował, nie mam odpowiedzi. Za mało zieleni? Przecież to centralny plac. A place z założenia są placami, a nie parkami. Za dużo ławek? Jestem przekonany, że wieczorami w ciepłe dni zabraknie nie tylko ławek, ale i wolnych siedzisk. Za dużo świateł? A jakby było ciemno, to byłoby dobrze? Dokładnie przyjrzałem się granitowej posadzce. Wygląda na to, że tym razem jakość wykonania jest znacznie wyższa niż na ul. 3 Maja, Mariackiej czy Mielęckiego. Może to kwestia samego materiału, który został sprowadzony z RPA, a może dopilnowania wykonawcy.

Jedyne do czego mogę się z czystym sumieniem przyczepić, to fontanna. Jest po prostu brzydka. Nie podoba mi się jej rudawa marmurowa okładzina przypominająca katafalk albo nagrobek. Poza tym jest za wysoka w porównaniu do innych elementów małej architektury.

Reasumując, w sprawie południowej części Rynku na razie zalecałbym daleko idącą ostrożność. Przynajmniej przez kilka miesięcy. Aż zieleń naprawdę będzie zielona, a w pawilonach pojawią się sprzedawcy kwiatów i kawiarnia. Martwi mnie co innego. Już dziś, kilka godzin po zdjęciu płotu, przy drzewach i na posadzce leżały puszki po piwie, papierki, plastikowe zakrętki, niedopałki czy gumy do żucia. Nawet jeśli powstałaby w Katowicach najlepsza przestrzeń na świecie, nic nie uchroni jej przed samymi mieszkańcami. Niestety.

Podziel się informacją:


Tagi:

Komentarze

  1. malgorzata kita Maj 9, 2015 at 5:16 pm - Reply

    mnie martwi ze w takim reprezentacyjnym miejscu jak Rynek Miasta nie ma kawiarenek,z ktorych mozna byloby patrzec na rynek i relaksowac sie widokiem okolicznych kamieniczek i powspominac historie tych miejsc.

  2. tadeusz542 Kwiecień 5, 2015 at 10:34 pm - Reply

    Jeśli ekspansja lokali z Mariackiej przeniesie się na okoliczne ulice to klientów moim zdaniem wystarczy jeszcze do utrzymania lokali na Mielęckiego i ewentualnie Staromiejskiej . Im lokali będzie więcej to klientów w każdym mniej i zacznie się rotacja z upadkami. Z początku frekwencja jest spora bo wielu przybywa z ciekawości . Potem liczba się ustala , zresztą ludzie nie lubią stale tych samych miejsc . zaliczą Mariacką i pójdą dalej. Ten plac kwiatowy ma istotną wadę z której ludzie powoli zdają sobie sprawę . Jest mocno monitorowany i na oku urzędników a nikt nie lubi siedzieć jak na patelni. Nocami Rynek jest wyludniony.
    Że tak powiem : Nie będzie komu podziwiać tego „arcydzieła” . Na turystów bym nie liczył . Przy tych kłopotach jakie ma obcy nie znający miasta jeśli zdecyduje się na wjazd tylko samobójcy zdecydują się na zwiedzanie Katowic. Wybaczcie ale układ komunikacyjny Katowic przypomina zrealizowany projekt pacjentów szpitala psychiatrycznego z oddziału przypadków beznadziejnych .

Dodaj komentarz

*
*