Reklama

Właścicielka kota przywiązanego do huśtawki ma pretensje do straży miejskiej

Łukasz Kądziołka
Artykuł o kocie przywiązanym do huśtawki w ogródku wywołał dyskusję w komentarzach. Zareagował sąsiad i syn właścicielki, a ona sama poszła wyjaśnić sprawę do straży miejskiej. Ma pretensje o interwencję, bo kot jest rasy syberyjskiej i podobno przebywanie na mrozie mu nie szkodzi.

Wczoraj opublikowaliśmy tekst o kocie przywiązanym do huśtawki w ogródku przy ul. Bronisławy. Artykuł powstał po informacji, którą przekazała straż miejska na swojej stronie internetowej. Przed publikacją rozmawialiśmy też z rzecznikiem katowickich strażników, Jackiem Pytlem. Internauci ostro krytykowali właścicielkę kota, która zostawiła zwierzę na mrozie i wtedy zaczęła się mała awantura. Całą sytuację skomentowali również sąsiad i syn właścicielki. Bronili kobiety, bo kot jest regularnie wyprowadzany na zewnątrz i zadbany. Dzisiaj sama właścicielka poszła wyjaśnić sprawę do rzecznika prasowego. Po długiej rozmowie tekst na stronie straży miejskiej został nieznacznie zmieniony. Można go przeczytać TUTAJ.

PRZECZYTAJ TEŻ: Kot przywiązany do huśtawki. Sąsiedzi wezwali strażników

Jednak Jacek Pytel broni strażników, bo mieli podstawy do tego, żeby interweniować. – Strażnicy otrzymali zgłoszenie o przywiązanym kocie, co stwierdzili na miejscu. Zrobili dokumentację i skontaktowali się z inspektorem weterynarii – mówi Pytel i dodaje, że nie chciał nikogo szkalować swoim tekstem. Inspektor stwierdził, że strażnicy powinni zareagować, bo kot nie powinien być uwięziony. Nie zaniepokoiły go złe warunki pogodowe na zewnątrz, ale to, że zwierzę jest przywiązane do huśtawki i nikt go nie pilnuje. Kot mógł zostać zaatakowany przez inne zwierzę. Poza tym ktoś mógł go z ogródka zabrać. Strażnicy zobaczyli się z właścicielką jeszcze na miejscu. Ta była zaskoczona interwencją i komentowała, że straż miejska nie powinna w ogóle się zajmować takimi sprawami. Jak tłumaczyła kobieta, kot jest rasy syberyjskiej, więc dobrze czuje się na zewnątrz. Nawet jak pada śnieg, a temperatura jest ujemna. Sprawa została przekazana policji, ale funkcjonariusze nie ukarali właścicielki. Kobieta wróciła ze swoim kotem do domu.

Podziel się informacją:


Tagi:

Komentarze

  1. T. Styczeń 11, 2019 at 10:19 am - Reply

    Ponieważ ta sprawa zaszła już za daleko, postaram się wyjaśnić o co chodzi. Czy w tej sprawie chodzi o dobro kota? Czy straż miejska gdy przyjechała zabrała tego kota do samochodu i się nim zaopiekowali? Nie. Skąd wiadomo czy kot był zmarzniety? Sprawdzili mu temperaturę? Nawet go nie dotkneli. Czy został wezwany weterynarz? Nie. Teraz go wezwano po interwencji właścicielki która chce udowodnić że kot jest zadbany. Więc o co chodzi? Czy państwo wiedzą że Pan Pytel, rzecznik sam rozesłał te kłamstwa do mediów? Czy pan Pytel za takie informacje dostaje pieniądze? W tej całej sprawie chodzi o pieniądze, wyświetlenia artykułu. Czy straż miejska cieszy się uznaniem wśród społeczeństwa? Wystarczy zobaczyć ocenę ich działalności na Facebooku. Bardzo bohatersko brzmi uratowanie kotka, to się nazywa ocieplanie wizerunku. Czy pomyślał ten pan o hejcie jaki się teraz wylewa na wlascicielke kota? Jesteście obrzydliwi, robicie hsjs i PR na koszcie porządnej starszej obywatelki. Mam nadzieje że odpowiecie za to.

Dodaj komentarz

*
*