Reklama

W Katowicach obchodzony był Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Podobno

Grzegorz Żądło
Byli prezydenci Polski i Węgier. Był prezydent Katowic i burmistrz pierwszej dzielnicy Budapesztu. Byli posłowie, senatorowie, urzędnicy, poczty sztandarowe, media i kilka mniej lub bardziej oficjalnych delegacji. Nie było jednak najważniejszego – mieszkańców. Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej mógł być wielkim świętem całych Katowic. Okazał się oficjałką, o której większość ludzi nawet nie wiedziała.

Praktycznie żadnej promocji, ale to prawdopodobnie było przemyślane działanie. Urząd Miasta w Katowicach i wszyscy, którzy brali udział w organizacji dnia przyjaźni, wiedzieli, że na większość sobotnich imprez wstęp będą mieli tylko zaproszeni goście. Trudno więc promować coś, co dla zdecydowanej większości mieszkańców będzie niedostępne. To da się jeszcze zrozumieć. Trudno jednak zrozumieć to co działo się przy okazji odsłonięcia pomnika upamiętniającego Henryka Sławika i Józefa Antalla seniora. W czasie II wojny światowej, dzięki współpracy Polaka i Węgra, uratowanych zostało około 5 tysięcy polskich Żydów. Obydwaj organizowali też pomoc dla polskich uchodźców, którzy uciekali z kraju przez hitlerowcami.

Pomnik Sławika i Antalla stanął przy Międzynarodowym Centrum Kongresowym. Dziś symbolicznie odsłonili go Bronisław Komorowski i prezydent Węgier Janos Ader. Tyle, że mogli to zobaczyć nieliczni. Szczelnie otoczona barierkami przestrzeń wokół monumentu skutecznie uniemożliwiła mieszkańcom obejrzenie uroczystości. Rozumiem względy bezpieczeństwa. Ale skoro trzeba odgrodzić władzę od ludu, to trzeba to zrobić w bardziej przemyślany sposób. Np. ustawić wszystkich tak, żeby można ich było dobrze widzieć z oddali albo chociażby na telebimie. Ten zaś został umieszczony w miejscu, z którego widoczny był dla nielicznych. Kolejnej grupie widok zasłonił stojący przed pomnikiem od strony NOSPR namiot urzędu miasta.

Odsłonięcie pomnika mogli obejrzeć nieliczni
Odsłonięcie pomnika mogli obejrzeć nieliczni

Zostawmy jednak pomnik. Gorzej, że w mieście nie było niemal żadnych imprez, które odbywałyby się przy okazji Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Mówię o takich imprezach, które przeznaczone są dla wszystkich chętnych. Mszę w katedrze i turniej szachowy w MCK łaskawie przemilczę.

Zastanawiam się dla kogo organizowane są takie uroczystości? Oczywiste jest, że ta tegoroczna w głównej mierze odbyła się w duchu promocji kandydatury Bronisława Komorowskiego na prezydenta RP. Mógł się po raz kolejny pokazać na Śląsku i powiedzieć kilka ciepłych słów o pochodzącym stąd Henryku Sławiku. Cel został osiągnięty.

Za to cel, który powinien przyświecać organizatorom, czyli promocja współpracy polsko-węgierskiej, jest tak samo odległy, jak był przed dzisiejszą imprezą. Bo migawki w telewizji i zdjęcia w gazetach to zdecydowanie za mało.


Tagi:

Komentarze

  1. KOSZUTKA.EU 21 marca, 2015 at 8:53 pm - Reply

    Jeżeli nie paradowali w trio: Krupa, Komorowski, Uszok to i tak już wielki postęp i nowa jakość dla lokalnej demokracji.
    To, że mieszkaniec w Katowicach się nie liczy, wiemy od dawna. Dlatego stajemy się miastem pustostanów, obok jednego z nich celebrowana była dzisiaj prominencka impreza.

Dodaj komentarz

*
*