Reklama

Kolejny Światowy Dzień Roweru Katowice obchodzą jako wciąż mocno prosamochodowe miasto [OPINIA]

Grzegorz Żądło
Oficjalna narracja od dawna jest taka sama: Katowice to miasto przyjazne rowerzystom/Katowice stawiają na zrównoważony transport. Wystarczy jednak wsiąść na rower i spróbować bezpiecznie dojechać choćby do centrum miasta. To właściwie niemożliwe. Mamy idealny moment, żeby to zmienić. Potrzeba jest jednak decyzja polityczna i przekonanie, że rower naprawdę może zmienić miasto. Ani jednego, ani drugiego na razie w Katowicach nie ma. Zamiast tego są kolejne setki milionów wydawane na drogi dla samochodów.

Przez lata Katowice chwaliły się tym, że są dobrze skomunikowane. Rzeczywiście, kiedy przez samo centrum przebiega autostrada (DTŚ), a druga zamyka je od południa (A4), można mówić o dobrym skomunikowaniu. Na dodatek, rzut beretem jest A1. Do tego rozwinięta sieć kolejowa i nieodległe lotnisko w Pyrzowicach.

To wszystko prawda i z pewnością jeden z atutów Katowic. Nie jest nim za to komunikacja „wewnętrzna”, rozumiana jako sprawne przemieszczanie się zarówno po samym mieście, jak i pomiędzy sąsiednimi (najbliższymi) miastami i Katowicami. Transport ZTM zostawmy, bo to temat na inną opowieść. Wiele pozytywnych zmian mogłaby wprowadzić spójna, bezpieczna i gęsta sieć dróg rowerowych. Takiej w Katowicach nie ma i nie zanosi się na to, żeby szybko powstała. Owszem, powstają kolejne drogi rowerowe, ale w bardzo wolnym tempie, a przede wszystkim, nie tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Budowę infrastruktury rowerowej w Katowicach można podsumować jednym zdaniem: powstaje tam gdzie może, a nie tam gdzie powinna. Przykład. Jakiś czas temu postanowiłem pojechać rowerem z centrum miasta do oddziału NFZ na os. Witosa. Jechałem po istniejących drogach rowerowych, m.in. Wita Stwosza, Kochanowskiego, al. Korfantego, Chorzowską, Bocheńskiego, Pukowca, Kolońską. Podróż, bo tak to trzeba określić, zajęła mi około 27 minut. W drodze powrotnej postanowiłem ominąć niemal wszystkie drogi rowerowe. Pojechałem ul. Wiśniową, a potem ul. Gliwicką. Tym razem pokonanie trasy z tego samego punktu A do tego samego puntu B zajęło mi 11 minut. To pokazuje jak wiele jeszcze jest w Katowicach do zrobienia. Dlaczego nie ma drogi rowerowej na ul. Gliwickiej, która pozwoliłaby skomunikować z centrum całe Załęże, Obroki, os. Witosa czy nawet Chorzów? Przecież to jest tak oczywiste, że aż trudno uwierzyć, że nikt na to jeszcze nie wpadł. Owszem, miejscami ul. Gliwicka jest wąska, jeżdżą po niej tramwaje, ale długimi fragmentami miejsce dla rowerów by się znalazło.

O tym, że rowery nie są dla władz żadnym priorytetem, świadczą inne przykłady. Niedługo rozpocznie się budowa przedłużenia ul. Mickiewicza. Powstanie łącznik z ul. Grundmanna, będzie też przebudowa fragmentu Mickiewicza do ul. Sobieskiego. Mimo że technicznie nie ma żadnych przeszkód, żeby zrobić tam drogę rowerową (jest szeroko), to jej tam nie będzie. O jej budowę apelowała Rada Dzielnicy Śródmieście. Przecież otwiera się niepowtarzalna szansa na zrobienie świetnego połączenia ul. Grundmana z rynkiem, bo w kolejnych latach dalsza część ul. Mickiewicza też ma zostać przebudowana. Na dodatek w planach jest zwężenie ul. Sokolskiej. Aż prosi się o bezpieczną infrastrukturę rowerową w tej części śródmieścia. Jednak jej nie będzie. Dlaczego? Bo nie. Jak tłumaczą urzędnicy, kiedy postawią na jakiejś ulicy znak ograniczenia prędkości do 30 km/h, droga rowerowa jest już niepotrzebna. Tak było np. na ul. Ceglanej. Nowy znak i ścieżka znika. Tak to właśnie wygląda w Katowicach. Strefa tempo 30 wyklucza budowę dróg rowerowych. To zupełnie bez sensu, bo kto będzie ryzykował np. przejazd z małymi dziećmi pomiędzy samochodami.

Następny przykład – nowa droga rowerowa wzdłuż Parku Kościuszki. Po pierwsze, powstała nie z tej strony co trzeba. Puszczenie rowerów tuż przy ścianie parku powoduje, że piesi wychodzą wprost pod rowery. Na dodatek krzaki wystają miejscami na połowę drogi dla rowerów. Na asfalcie leży wszystko co spadnie z drzew i krzewów. Nie trzeba chyba tłumaczyć jak niebezpieczna robi się ta droga, kiedy na to wszystko spadnie deszcz. To jednak jeszcze nic. DDR wzdłuż ul. Kościuszki ma rzekomo łączyć centrum miasta z CP Brynów. Tyle że na wysokości ul. Gawronów droga dla rowerów się kończy, a potem trzeba jechać jakimiś opłotkami. To w żaden sposób nie zachęca do wyboru roweru.

Podobnie jak nawierzchnia większości istniejących DDR. Nie wiadomo dlaczego przez lata katowiccy urzędnicy uznawali, że kostka brukowa to idealny materiał na drogę dla rowerów. Jeszcze lepiej jest, kiedy rowerzyści mogą po tej kostce mijać się z pieszymi na tzw. ciągach pieszo-rowerowych. Do tabelki można wpisać kolejne metry infrastruktury rowerowej i wszyscy (poza rowerzystami i pieszymi) są zadowoleni. Dobrze chociaż, że jakiś czas temu prezydent Katowic zdecydował, że kostka będzie stosowana tylko w ostateczności.

Idźmy dalej. Czy można do centrum Katowic bezpiecznie dojechać od północy? Nie można. Droga rowerowa (zresztą ogrodzona szpalerem barierek) kończy się mniej więcej na ul. Konduktorskiej. Co dalej? Nic.

Czy można bezpiecznie dojechać do centrum Katowic od zachodu? Jeśli ktoś mieszka na os. Tysiąclecia to teoretycznie może (ul. Chorzowska, rondo, al. Korfantego), ale od Załęża już nie.

Czy można bezpiecznie dojechać do centrum Katowic od wschodu? Miejscami bardzo szerokie ul. Warszawska i ul. 1 Maja nie mają praktycznie żadnej infrastruktury rowerowej. Trudno za taką uznać wymalowane na chodniku piktogramy przedstawiające pieszych i rower. A jak już się pojawia jakikolwiek kawałek prawdziwej drogi rowerowej (po południowej stronie CP Zawodzie), to po 100 metrach się kończy i prowadzi donikąd.

Czy można bezpiecznie dojechać do centrum Katowic od południa? Właściwie nie można. Niestety, podczas niedawnej przebudowy ul. Kościuszki nikt nie pomyślał o przestrzeni dla rowerzystów. Stąd częsty widok rowerów na chodnikach czy nawet torowisku tramwajowym. Co z tego, że od ul. Gawronów ktoś dojedzie DDR do skrzyżowania ulic Poniatowskiego, Kościuszki, Szeligiewicza, jak dalej nie ma po czym jechać. Może oczywiście skręcić w kierunku ul. Wita Stwosza, dojechać do drogi rowerowej zaczynającej się przy katedrze i pojechać nią do rynku. Tyle że wtedy nadrabia kilkaset metrów, a w transporcie rowerowym chodzi o to, żeby droga z puntu A do B była jak najkrótsza, a co za tym idzie, jak najszybsza.  Nie mówiąc już o tym, że wyznaczony dla rowerzystów pas kostki brukowej na ul. Wita Stwosza i ul. Kochanowskiego co chwilę poprzecinany jest wjazdami do posesji. To też oczywisty błąd i nieprawidłowość w prowadzeniu infrastruktury rowerowej.

Kolejna rzecz to liczniki rowerowe. W miastach, które naprawdę stawiają na rowery, jak Kraków czy Poznań, sieć liczników jest gęsta, a dane z nich pozyskiwane mogą służyć nie tylko w celach statystycznych, ale również do wprowadzania zmian w infrastrukturze rowerowej. Nie mówią już o aspekcie promocyjnym. Jak to wygląda w Katowicach? Do niedawna w mieście był jeden licznik rowerowy zainstalowany na rekreacyjnej trasie przy stawie Maroko. Już pal licho, że licznik w takim miejscu jest zupełnie zbędny. Najgorsze jest to, że przez kilka lat nikt nie pobierał z niego danych. Bo to by trzeba pójść, wyjąć, odczytać, a komu to potrzebne. Kilka tygodni temu przy al. Korfantego stanęło liczydło. Mogłoby się wydawać, że chociaż teraz miasto będzie gromadzić dane statystyczne i np. za rok urzędnicy powiedzą przeciwnikom budowy infrastruktury rowerowej: zobaczcie, 3 czerwca 2022 roku przez al. Korfantego do rynku przejechało 456 rowerzystów, a 3 maja 2023 już 657. To ogromny wzrost. Nic takiego się jednak nie wydarzy. Dlaczego? Bo liczydło liczy przejeżdżających rowerzystów tylko w czasie rzeczywistym i robi z tego sumę za cały rok. Kupując sprzęt za 100 000 zł nikt nie pomyślał o module (programie), który gromadziłby dane. O prezentacji ich tak jak to wygląda np. w Krakowie, nawet nie wspominam.

Już na koniec, podejście władz miasta do rowerów jako pełnoprawnego środka transportu pokazują pieniądze i różnego rodzaju plany. Trzeci pas dla samochodów na fragmencie ul. Mikołowskiej. Estakada z dodatkowym pasem, która sprawi, że DTŚ pobiegnie jeszcze bliżej okien mieszkańców Gwiazd. Puszczenie ruchu deptakami na Dyrekcyjnej i Mielęckiego. Wreszcie, pozyskiwane fundusze zewnętrzne (np. z Polskiego Ładu czy RFIL), które dziwnym trafem jakoś nigdy nie są przeznaczane na drogi rowerowe.

Katowice to miasto bardzo nieprzyjazne rowerzystom. Nie zmienią tego pozytywy, jak rozrastająca się sieć wypożyczalni roweru miejskiego czy kilka niedawno ukończonych lub powstających sensownych dróg rowerowych (np. z Nowego Nikiszowca do Doliny Trzech Stawów czy z Nikiszowca do Giszowca). Nawet jeśli prezydenci Katowic korzystają z roweru (a część z nich korzysta), to mentalnie siedzą na tylnym siedzeniu samochodu. A stamtąd nie mają szans, żeby sprawdzić jak naprawdę wygląda poruszanie się rowerem po Katowicach.

Czy w najbliższym czasie doczekamy się w Katowicach zmiany w podejściu do rowerów? Oby, bo to wielka szansa dla miasta. Moment jest idealny, wystarczy spojrzeć na ceny paliw i ruch w sklepach rowerowych. Marzy mi się wielki program budowy dróg rowerowych, które w końcu stworzą spójną sieć. Nie za 5 czy 10 lat, ale już teraz. W przeciwnym razie, inne miasta będą odjeżdżać Katowicom jeszcze szybciej.


Tagi:

Komentarze

  1. Mirek 4 czerwca, 2022 at 8:36 am - Reply

    Spróbujcie pojeździć na ściankach rowerowych przy użyciu roweru z wózkiem (cargo) który można wypożyczyć.
    Masakra!
    Kierowca parkując na ścieżce dla rowerów nie dość ze robi to nielegalnie to jeszcze blokuje przejazd takim jednośladom.

  2. MM 4 czerwca, 2022 at 8:08 am - Reply

    Można by jeszcze wymienić parę przykładów jakie to „wspaniałe” ścieżki rowerowe mamy w Katowicach. Na przykład na ulicy Jankego ścieżka niby jest na całej długości, miejscami asfaltowa i nawet wyremontowana ostatnio ALE… na odcinku od Kolejowej do Bolesława Prusa przy liceum i od Armii Krajowej do końca aż do Szkoły Policji jakość tej ścieżki jest koszmarna. Jest tam stara koślawa, popękana, pokrzywiona kostka brukowa i co kawałek równie zniszczone krawężniki więc jazda tamtędy to dramat a ruch rowerzystów jest duży, szczególnie od strony Kolejowej.
    Jeszcze lepsza akcja była na ulicy Zgrzebnioka w Brynowie. Tam przez lata była ścieżka rowerowa z kostki betonowej oczywiście i z krawężnikami co kawałek, jednak wszystko to było i jest w tak koszmarnym stanie, że ludzie zaczęli narzekać na tą ścieżkę i zgłaszać problem do urzędu. Więc co zrobili urzędnicy? Ano zrobili ruch genialny w swej prostocie: po prostu zdemontowali oznakowanie ścieżki rowerowej i teraz już nie ma na Zgrzebnioka ścieżki rowerowej więc też nie ma problemu. Ale niestety zdezelowany chodnik i to coś co było kiedyś ścieżką rowerową zostało w takim stanie jak jest. I póki co nie widać szans na jakikolwiek remont tego miejsca.

    • kukura 4 czerwca, 2022 at 2:19 pm Reply

      I dobrze. Zgrzebnioka nie jest wielką arterią. Jezdnią jedzie się szybko i wygodnie.

  3. MM 3 czerwca, 2022 at 9:12 pm - Reply

    Jako wielka miłośniczka rowerów i zagorzała rowerzystka jeżdżąca rowerem niemal nałogowo gdybym mogła podpisałabym się pod tym artykułem obydwoma rękami.
    Brawo. Wreszcie ktoś ujął w rozsądne słowa temat ścieżek rowerowych, które w naszym mieście niestety są kpiną z rowerzystów.

  4. bolek 3 czerwca, 2022 at 7:06 pm - Reply

    A z Trzech Stawów dojedziemy ścieżką na Giszowiec czy będzie wyrwa na Gospodarczej? Te 500m w skali 10km byłoby kompromitacją.

  5. kukura 3 czerwca, 2022 at 4:30 pm - Reply

    Ostatnią rzeczą jaką ja, rowerzysta życzę sobie na Gliwickiej to „droga/ścieżka” rowerowa. Chyba, że pod pojęciem droga rowerowa rozumiemy namalowany piktogram rowerzysty przy krawędzi jezdni (tak w Londynie to wygląda na miejskich ulicach).

    Właśnie dlatego przejechał Pan ta ulicą szybko (w 11 minut) bo jej tam NIE MA. Ulica ma względnie nieduży ruch nawet w godzinach szczytu, jest (wbrew temu co Pan pisze) szeroka, ruch samochodowy spowolniony przez tramwaje i częste przejścia pieszych.

    Jedyne czego jej brakuje, to nawierzchnia asfaltowa.

    W centrum nie powinno się w ogóle budować ścieżek – w strefie 30 miejscem jazdy rowerzystów powinna być jezdnia. Jeśli ktoś nie potrafi się poruszać rowerem w ruchu miejskim, to sorry wientu, niech korzysta z tramwaju albo autobusu.

    A miasto remontując drogi w centrum, zamiast budowy ścieżek, powinno budować infrastrukturę tak, żeby w strefie 30 nie dało się samochodem szybciej jeździć (zwężenia, szykany itp.).

    • Pozdrawiam 4 czerwca, 2022 at 8:46 am Reply

      Dziecko w wieku wczesnoszkolnym tez ma korzystać z jezdni?

      • P Śl 4 czerwca, 2022 at 1:14 pm Reply

        Drogi rowerowe nie są dla dzieci, tak jak zwykłe drogi, one mogą legalnie jeździć po chodniku. Zresztą jak ktoś jeździ z głową to żadna policja też się raczej nie przystawia do starszego rowerzysty na chodniku.

        • Grzegorz Żądło 4 czerwca, 2022 at 2:59 pm Reply

          Drogi rowerowe są dla dzieci. Poza tym, chodnikiem można jeździć do 10. roku życia (plus kilka wyjątków). 11-letnie dziecko nie jest bezpieczne pomiędzy autobusami i mniejszymi samochodami.

          • rowerzysta 7 czerwca, 2022 at 7:40 am Reply

            Dziecko ani dorosły nie jest bezpieczniejszy na drodze rowerowej wydzielonej na chodniku, którą co kilkadziesiąt metrów przecinają drogi boczne i podrzędne. I nawet jak są przejazdy rowerowe to ilość wymuszeń pierwszeństwa na tych przejazdach jest tak gigantyczna , że dużo bezpieczniej poruszać się wraz z potokiem samochodów jezdnią , a nie ścieżką wydzieloną na chodniku.

            • Grzegorz Żądło 7 czerwca, 2022 at 8:50 am Reply

              Dla dziecka droga rowerowa czy to przy chodniku, czy poza nim, a nawet w formie pasa na jezdni, zawsze jest bezpieczniejsza niż jazda w ruchu ogólnym. Przynajmniej w Polsce.

    • Grzegorz Żądło 3 czerwca, 2022 at 4:43 pm Reply

      Oczywiście, że w centrum powinno się tworzyć wydzieloną infrastrukturę dla rowerów, zwłaszcza w Katowicach, w których strefa tempo 30 nie oznacza absolutnie niczego, po za tym, że tak została oznakowana. I nie, chęć jazdy po bezpiecznej drodze, nie ma nic wspólnego z brakiem umiejętności poruszania się rowerem w ruchu miejskim. Co do Gliwickiej, to jest na niej duży ruch, nie tylko w godzinach szczytu. Ta ulica wymaga przebudowy i wydzielenia miejsca dla rowerzystów. Oczywiście, to za naszego życia zapewne nie nastąpi, bo priorytetem są samochody stojące na chodnikach.

      • P Śl 4 czerwca, 2022 at 1:17 pm Reply

        Drogi rowerowe powinny być elementem jezdni, z dziećmi można jeździć po chodnikach, bo w tym wypadku to jest praktycznie to samo co ścieżką w chodniku. Z dziećmi to niczego nie zmienia, a dla normalnych rowerzystów to jest kluczowa różnica. Każdy przejazd przez drogę przez przejazd to duże ryzyko.

        • DM 6 czerwca, 2022 at 10:53 am Reply

          To jedyne w miarę bezpieczne rozwiązanie – wydzielone kolorem części jezdni (asfaltu) dla rowerów koniecznie po obu stronach drogi (po każdej stronie w danym kierunku jezdni). W innych przypadkach zawsze jest niebezpiecznie – wtedy lepiej jechać rowerami jezdnią z samochodami a obok pozostawić chodnik ze znakiem dopuszczającym ruch rowerowy – dla ruchu np z dziećmi, jeśli ktoś nie czuje się na siłach jechać w ruchu samochodowym. Z mojego doświadczenia największe zło to pas dla rowerów z jednej strony jezdni dla ruchu rowerów w obu kierunkach – kierowcy nie patrzą i nie spodziewają się rowera na pasie 'pod prąd’i tam ciągle dochodzi do 'spięć’. Taki rodzaj budowy dróg dla rowerów powinien być moim zdaniam kategorycznie zabroniony.

          • rowerzysta 7 czerwca, 2022 at 7:45 am Reply

            Dokładnie. ZAWSZE poruszanie się wraz z potokiem samochodów , przewidywalnie, gdzie kierowcy mają rowerzystę na asfalcie przed sobą jest bezpieczniejsze, niż rowerzysta jadący ścieżką wydzieloną z chodnika, czasem nawet zasłonięty przez żywopłot, który jest narażony codziennie na wymuszenia pierwszeństwa przez kierowców skręcających z głównej, lub dojeżdżających do głównej. Piszę to z perspektywy siodełka roweru, którego w zimie też nie opuszczam a codziennie mam do czynienia z takimi sytuacjami jak wyżej. Pasy jednokierunkowe w jezdni to najbezpieczniejsze rozwiązanie.

          • P Śl 6 czerwca, 2022 at 11:06 pm Reply

            Tak zrobili na DW 913, ale jechałem w Psarach – niedziela po 20tej- ale i tak się znalazł okaz co na mnie zatrąbił, raz, krótko, nieagresywnie, bez wyzwisk, ale jednak. Muszę się tam przejechać i pojeździć żeby zobaczyć czy i ilu się takich znajdzie co mi będzie mówić o ścieżce 🙂

          • MM 6 czerwca, 2022 at 2:50 pm Reply

            Masz całkowitą rację. Jednokierunkowe ścieżki rowerowe wydzielone na asfalcie to jedyne rozsądne rozwiązanie. Sęk w tym, że na naszych ciasnych drogach nie wszędzie dałoby się takie stworzyć. A szkoda, też mi ich brakuje.
            Jazda rowerem po koślawej kostce chodnikiem dzielonym z pieszymi, skakanie co chwila po krawężnikach i przejazdy przez drogi, na których nie każdy kierowca uważa na rowerzystów to nie jest ani dobre ani bezpieczne rozwiązanie.

            • P Śl 6 czerwca, 2022 at 11:11 pm Reply

              Naszych ciasnych drogach, w Katowicach? Ja chciałbym zauważyć, że w Katowicach robią autostrady po 3,5m, więc już jest 75 cm zapasu na pas, a do tego wszechobecne święte parkingi, ale nie da się.

      • P Śl 4 czerwca, 2022 at 1:15 pm Reply

        Trudno żeby obowiazywała nawet prędkość 50 jeśli tworzy się pasy po 3,5 m.

Dodaj komentarz

*
*