Reklama

Bracia ranni w strzelaninie w centrum Katowic są dobrze znani policji. Ich rodzina obwinia policjantów

Łukasz Kądziołka
Po strzelaninie w centrum Katowic pozostały ślady krwi i policyjne taśmy. Jak mówi matka dwóch postrzelonych braci, którzy mieszkają z nią przy ul. Wodnej, agresywny sąsiad od jakiegoś czasu „szukał zaczepki”. Jej synowie są dobrze znani katowickim policjantom.

W skrócie, zgodnie z policyjnym komunikatem, wyglądało to tak. W sobotę około godziny 23.00 dwóch mężczyzn piło na dzikim parkingu przy ul. Wodnej alkohol, gdy wyszedł do nich mężczyzna z budynku naprzeciwko. Doszło do awantury i bójki, podczas której wystrzelił on z broni w kierunku jednego z pijących. Mężczyzna padł na ziemię, a ten z bronią uciekł z powrotem do budynku. Chwilę później na ul. Wodnej pojawili się policyjni wywiadowcy. Zaczęli udzielać pierwszej pomocy rannemu i zostali zaatakowani przez drugiego mężczyznę. Jak informuje policja, funkcjonariusze zostali zmuszeni do użycia broni, raniąc napastnika. W ten sposób dwóch braci trafiło do szpitala. Pierwszy został postrzelony w brzuch, a drugi w korpus. Obydwaj przeszli operacją, ale ich życiu nic nie zagraża.

Rano, po nocnej strzelaninie na ul. Wodnej w Katowicach, spotkać można było właściwie tylko „kryminalnych”. Ulica była pusta, a na chodniku i dzikim parkingu rzucały się w oczy ślady krwi oraz policyjne taśmy. Jeśli już pojawił się mieszkaniec, który wyszedł na spacer z psem, to nie chciał rozmawiać o tym co wydarzyło się kilkanaście godzin wcześniej.

Chętnie za to o wszystkim opowiedziała matka postrzelonych braci. Jej synowie, w wieku 34 i 38 lat, mieszkają razem z nią i szóstką innych osób w mieszkaniu przy ul. Wodnej. Kiedy oni pili na dole, ona oglądała telewizor. Nagle usłyszała odgłos strzału. – To tak ogień z tego szedł. Akurat była w telewizji reklama, to wyszłam, bo ten huk mi nie dał spokoju – mówi Bernadetta Bartoszek. Jej synowie dobrze znali się z mężczyzną, który wyszedł z kamienicy naprzeciwko. Już jakiś czas temu miał grozić jednemu z nich. – Tu jego mamuśka mieszka. Sąsiedzi słyszeli, bo wylazła jego córa i on jakąś tam żonę ma, że on ponoć teraz pije, lata i zaczepki szuka – mówiła matka braci o 54-latku, który zranił jej starszego syna.
Ona i jej rodzina głośno komentowali na ulicy to, co się wydarzyło. Zarzucali policji, że działa wolno, że powinien być strzał ostrzegawczy i pytali, od kiedy policjant ma prawo strzelić w klatkę piersiową, bo ktoś jest agresywny.

W ten sposób został ranny 34-letni brat postrzelonego chwilę wcześniej 38-latka, którego próbowali ratować policjanci. Zostali zaatakowani i, jak mówi policja, musieli natychmiast zareagować na jego atak. Na razie o szczegółach tej reakcji wiadomo niewiele. – Zarejestrowaliśmy również odrębne postępowanie w sprawie przekroczenia uprawnień i nie dopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy policji w związku z użyciem przez nich broni służbowej. Te kwestie będą dopiero wyjaśniane w toku tego postępowania – mówi Sławomir Barnaś z Prokuratury Rejonowej Katowice-Południe.

Policja i antyterroryści weszli w niedzielę o 6.00 rano do mieszkania przy ul. Wodnej, żeby zatrzymać 54-latka. Mężczyzna całą noc był w tym samym miejscu, a jego broń znaleziono schowaną pod węglem w piwnicy. Z tego rewolweru mężczyzna miał strzelić do starszego z braci. Jak dowiedzieliśmy się w katowickiej prokuraturze, mężczyzna nie miał zezwolenia na broń. Jednak nadal konieczna jest opinia biegłego, żeby stwierdzić czy ten pistolet w ogóle wymaga posiadania takiego zezwolenia.

Dwóm postrzelonym mężczyznom nic poważnego się nie stało. Zanim do sądu wpłynie akt oskarżenia, trudno stwierdzić w jakim charakterze będą występowali w tej sprawie. Jednak niewykluczone, że zostaną potraktowani jak poszkodowani. Policja dobrze zna obydwu braci. Byli wcześniej notowani m.in. za pobicia, kradzieże i czynną napaść na funkcjonariusza.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0 0

Tagi:

Komentarze

  1. . 24 marca, 2020 at 4:49 pm - Reply

    I na taką patologię idą moje podatki.

Dodaj komentarz

*
*