Reklama

Szczyt klimatyczny pokazał, że zamykanie dróg i parkingów to krok w dobrym kierunku [KOMENTARZ]

Grzegorz Żądło
Zdaję sobie sprawę, że część z was, zanim doczyta ten tekst do końca, pomyśli o mnie wszystko co najgorsze. Że się nie znam, że przecież samochód to podstawa, i że nie tylko nie można zamykać parkingów, ale trzeba budować nowe. Fakty mówią jednak same za siebie. Fakty, czyli znacznie mniej samochodów w centrum Katowic i wolne miejsca parkingowe w czasie szczytu klimatycznego. A to wszystko dzięki zamknięciu kilku ulic i dużych bezpłatnych parkingów.

Tak, wiem, że wiele osób wzięło w czasie szczytu klimatycznego urlopy. Wiem, że wolne mieli studenci największych uczelni i uczniowie kilku szkół. Słyszałem też, że część pracowników swoje zadania wykonywała z domu. To wszystko nie tłumaczy jednak tak dużego ograniczenia ruchu samochodowego w centrum Katowic.

Przez dwa tygodnie ulice w centrum miasta wyglądały jak w czasie letnich wakacji. Na parkingach w śródmieściu bez trudu można było znaleźć wolne miejsce, mimo że był to okres przedświąteczny. Co to wszystko nam mówi? Że konieczne jest zamykanie dla ruchu kolejnych ulic i porzucenie pomysłu budowy jakiegoś wielkiego parkingu w centrum Katowic.

Tak naprawdę to podczas szczytu klimatycznego zamknięta była tylko strefa kultury, czyli kilka dróg bez istotnego znaczenia dla płyności ruchu w centrum Katowic. Do tego czasowe zamknięcie fragmentu al. Korfantego i zakazy zatrzymywania się przy hotelach. To nadal nie tłumaczy tak dużego ograniczenia ruchu.

Kluczowe było wyłączenie z użytkowania parkingów w strefie kultury. To około 1000 bezpłatnych miejsc postojowych. To najprawdopodobniej właśnie brak tego parkingu odstarszył część mieszkańców, głównie sąsiednich miast, od przyjazdu samochodem w czasie szczytu klimatycznego do centrum Katowic. Gdzie się podziali ci wszyscy pracownicy okolicznych biurowców, bo to oni w zdecydowanej większości zajmują parkingi w strefie kultury? Jak już pisałem wyżej, część pewnie wzięła wolne albo pracowała zdalnie. A reszta? Szkoda że miasto nie zleciło specjalnych badań w czasie szczytu klimatycznego. Przeanalizowanie sytuacji choćby w kilku biurowcach dałoby pewien pogląd na sprawę. A tak, pozostają domysły i obserwacje. Najważniejsza z nich to pełne pociągi dowożące ludzi z Tychów, Rybnika, Mikołowa czy Gliwic. Ci, którzy mają taką możliwość, przesiedli się do Kolei Śląskich. To pokazuje, że jeśli trzeba, ludzie są w stanie zrezygnować z własnego auta na rzecz pociągu. Trzeba to wykorzystać, promując w większym stopniu transport kolejowy, dostosowując rozkłady jazdy i tworząc atrakcyjną taryfę biletową (czyli nie taką, w której np. trzeba płacić 5 zł za przewóz roweru).

Pociąg wszystkiego jednak nie załatwi, podobnie jak to nie koleje odpowiadają w największym stopniu za mniejszy ruch samochodów w czasie szczytu klimatycznego. Tu wracamy do zamkniętych dróg i parkingów. Moim zdaniem zadziałał prosty mechanizm psychologiczny, oparty na strachu. Ludzie przestraszyli się utrudnień, korków i zmakniętych parkingów i po prostu przez dwa tygodnie nie pchali się do centrum Katowic. To też trzeba wykorzystać. Niestety, nie wiem ile osób wybrało tramwaj czy autobus, ile dojechało taksówką, a ile dogadało się z kolegami czy koleżankami i przyjechało do pracy jednym samochodem. To praktycznie nie do policzenia. Nawet jednak bez konkretnych liczb można wyciągnąć konkretne wnioski:

– każde ograniczenie bezpłatnego parkowania wpływa na mniejszą liczbę samochodów w centrum miasta

– zamknięte drogi, nawet te mało istotne, wpływają na mniejszą liczbę samochodów w centrum miasta

–  nawet w zimie komunikacja publiczna może być alternatywą, jeśli ludzie nie mają innego wyjścia

– groźba represji (np. odholowanie samochodu, mandat) jest na razie skuteczniejsza niż wszelkiego rodzaju zachęty

Już dawno pisałem, że w Katowicach nie ma odwrotu od ograniczania ruchu w centrum. Po zamknięciu ul. Mariackiej, ul. Mielęckiego, ul. Stanisława, ul. św. Jana czy fragmentu ul. Jordana i ul. Bankowej świat się nie zawalił. Co więcej, trudno sobie teraz wyobrazić ponowne wpuszczenie samochodów w te miejsca. W kolejce czekają kolejne ulice, jak np. Dworcowa. Co jeszcze? Wprowadzenie opłat za parkowanie w strefie kultury i podniesienie cen za postój w strefie śródmiejskiej. Zresztą. prezydent Marcin Krupa obiecywał w kampanii wyborczej niższe opłaty dla mieszkańców Katowic, a wyższe dla przyjezdnych.

Jeśli do tego dorzucimy jeszcze zdecydowanie więcej zieleni w centrum i mniej kopert parkingowych dla firm i instytucji, to będziemy mieli dobry początek w tworzeniu centrum Katowic przyjaznego mieszkańcom.

Dobrze, że szczyt klimatyczny tylko potwierdził to,  oczym wielu ludzi z otwartymi umysłami, mówi od wielu lat.

Podziel się informacją:


Tagi:

Komentarze

  1. timi Grudzień 27, 2018 at 2:24 pm - Reply

    Dziekuję serdecznie za pozamykane parkingi. O godzinie 9 rano pod blokiem nie było miejsca żeby postawić samochód! No bo gdzie poparkowali Ci co parkowali pod NOSPREM? A no właśnie pod blokami, na trawnikach. Zagradzali samochodami wyjazd innym. Zarąbiście!

  2. Piotr Grudzień 26, 2018 at 2:56 pm - Reply

    Żeby mieć pełen obraz sytuacji operatorzy zbiorkomu (KZK, KŚ) powinni podzielić się statystykami za wskazany okres. Nie mówię z nami – prostym motłochem, ale w ramach jakiegoś odgórnego gremium regulującego transport w aglomeracji i województwie. Wtedy będzie można wysnuwać pełniejsze wnioski.

  3. Mieszkaniec centrum Grudzień 26, 2018 at 1:20 pm - Reply

    Nie wiem skąd ma pan takie nieprawdziwe informacje. Wychodzi na to że zapewne wymyślone. Zamknięcie parkingu na Ponad 1000 samochodów to spowodowało fakt może i to że ktoś nie przyjechał samochodem ale większość tych aut niestety parkowała w centrum gdzie tylko się da. To też o wspomnianej ul Mieleckiego na przykład, gdzie to na całej długości ulicy był jeden wielki parking a najlepsze w tym wszystkim że, wszyscy wjeżdżali pod prąd od ulicy Warszawskiej( a parking który sobie wymyślili ludzie ,szczególnie restauratorzy, którzy mają gdzieś oznakowanie drogowe. Parkują do tej pory). Straż Miejska miała za nic wszelkie zgłaszanie tych HEROICZNYCH CZYNOW, gdzie to ludzie musieli uciekac z chodnika bo jakis idiota podjezdza pod nogi by sobie wiechac pod zakaz. Przejazd przez centrum w czasie COP to była makabra. Szczególnie wjazd do centrum od ulicy sokolskiej aby się przedostać na ulicę Dworcową czy Mariacką to prawie godzina w korku. A to że mieszkańcy mają płacić niby mniej za parkowanie pod własnym „domem” uważam za największą kpinę. I nigdy tego nie zrozumie żaden mieszkaniec centrum, który musi zapłacić haracz miastu za to że może sobie zaparkować samochód bliżej niż kilometr od domu. Bo albo płaci całe miasto Albo nikt.

    • Grzegorz Żądło Grudzień 26, 2018 at 6:55 pm Reply

      Chyba w czasie szczytu klimatycznego bywaliśmy w innych miastach. Trasę z Sokolskiej w kierunku Dworcowej pokonywałem samochodem co drugi dzień i ani razu nie stałem w korku. Tak, były to godziny tzw. szczytu, czyli około 8:15 i 16-17.

      • Andrzej Grudzień 30, 2018 at 6:09 am Reply

        Zapomniał Pan wziąć pod uwagę wyeliminowanie samochodów ciężarowych z Katowic: od strony Chorzowa już od ul. Grundmana wjazd samochodów był blokowany, wjazd do tunelu również; od strony Sosnowca samochody były kierowane na ul. Murckowską.

      • Wojtek Grudzień 27, 2018 at 10:07 am Reply

        Czyli tak zabardzo to się Pan z miasta nie ruszał, biznesu żadnego Pan nie prowadzi (może się mylę, chętnie zapoznam się opinia o obrotach) i na tej podstawie stwierdza pan, że tak może zostać, było super?

  4. maz Grudzień 26, 2018 at 1:06 pm - Reply

    O tym juz wszyscy dawno wiedzieli…
    to teraz zabrac sie za robote i to zmienic!

Dodaj komentarz

*
*