Reklama

Proces Dariusza N.: policjanci rozpoznali go na nagraniach z monitoringu

Grzegorz Żądło
W piątek odbyła się druga rozprawa w procesie, w którym Dariusz N. oskarżony jest o zamordowanie 19-letniego Dominika Koszowskiego. Dziś w sądzie zeznawali dwaj policjanci oraz kobieta, która była w tym samym klubie co Dominik i jego ojciec. Policjanci nie mieli wątpliwości, że na nagraniach z monitoringu jest Dariusz N. Wcześniej oskarżony zaprzeczał, że w ogóle był w pobliżu miejsca zbrodni.

Podczas pierwszej rozprawy Dariusz N. przekonywał, że od 2012 roku nie jeździ i nie chodzi na żadne mecze, bo za udział w bójce ma od tamtego czasu zakaz stadionowy. Twierdził, że 21 sierpnia 2016 roku, kiedy doszło do zabójstwa Dominika Koszowskiego, nie było go ani na dworcu PKP, ani na meczu Stomil Olsztyn-GKS Katowice.  To właśnie wracająca z Olsztyna grupa kiboli GKS brała udział w bójce, w której zamordowany został 19-letni Dominik. Z zeznań policjanta, który w piątek był przesłuchiwany przed sądem, wynika, że w tej grupie był też Dariusz N.

Były już funkcjonariusz (w 2018 roku przeszedł na emeryturę) od 2009 roku zajmował się rozpracowywaniem środowiska pseudokibiców GKS Katowice. Dobrze zna wszystkich liderów bojówki GKS-u, w tym Dariusza N. – Jego wygląd znacząco się zmienił. Rysy twarzy są bardzo podobne, ale też wiem z mediów, że jak wyjechał po tej sprawie, to zmienił wygląd. Pamiętając Dariusza N. i widząc go teraz, miałbym duży problem, żeby go rozpoznać – mówił był policjant, który w czasie czynnej służby wielokrotnie widywał Dariusza N. – Prowadząc rozpracowanie tego środowiska, pan N. wyłonił się jako jeden z liderów bojówki GKS Katowice. Chyba raz byłem w grupie, która zatrzymywała Dariusza N. ale nie pamiętam już w jakiej sprawie. Widywałem go co najmniej raz na dwa tygodnie,  bo brałem udział w zabezpieczeniu każdego meczu na stadionie GKS. Wyjeżdżałem też z nimi na mecze wyjazdowe. Jednym z moich podstawowych obowiązków było nauczenie się twarzy głownie liderów i członków bojówki. Miał tatuaż na ramieniu, jakieś logo albo coś związanego z GKS Katowice.

Świadek opowiadał, że w bojówce GKS-u czasy czas prym wiodły te same osoby: Daniel D. pseudonim Romek, Damian Ż. ps. Bzyku, Marcin W. ps. Szwagier i właśnie Dariusz N. ps. Ostry. Potem dołączali inni, młodsi. Policjanci wielokrotnie interweniowali na i przy stadionie miejskim podczas meczów GKS-u. Wiedzieli o ustawkach. Ścigali też kiboli za inne przestępstwa, jak wymuszanie haraczy np. na właścicielach salonów gier czy handel narkotykami. Były policjant dobrze zapamiętał N., bo przeważnie jak coś się działo, to był tam Dariusz N. Wśród policjantów od pseudokibiców krążyła nawet anegdota, że N. ma nazwisko adekwatne do swoich umiejętności.

Po zabójstwie Dominika Koszowskiego, wszyscy policjanci zostali ściągnięci na komendę. – Spędziłem kilkanaście godzin przy analizie monitoringu. Miałem wiedzę i znałem kibiców. Najlepsza była jakość z monitoringu z przejścia podziemnego dworca PKP. Rozpoznałem bez żadnych wątpliwości 3 czy 4 mężczyzn, którzy potem byli na nagraniu z samego zdarzenia. Rozpoznałem też Dariusza N. Miał na głowie charakterystyczną czapkę, Marcina W., Damiana Ż. i Daniela D.. Była jeszcze jedna osoba, co do której miałem wątpliwości. Wszyscy stanowili trzon bojówki GKS Katowice – zeznawał były policjant. Dodał, że według jego wiedzy, mniej więcej rok przed zabójstwem Dominika, doszło do konfliktu pomiędzy Dariuszem N. i  resztą grupy kiboli z bójówki. Poszło o pieniądze. – Wydaje mi się, że był to pierwszy od roku wyjazd N. z kibicami (na mecz w Olsztynie – przyp. aut.). Potem bacznie analizowałem sam przebieg zdarzenia. Z monitoringu wynikało, że sam powód był banalny. Chyba Marcin W. zderzył się z Koszowskimi. Widać było, że doszło do jakiejś wymiany zdań i bójki. Na pewno ciosy zadawał Daniel D. i Damian Ż. Natomiast z tego co pamiętam, w początkowej fazie bójki N. był bierny. Jednak później w pewnym momencie, jak analizowałem klatka po klatce, w ręku N. pojawił się nóż i jak młody Koszowski szarpał się z jednym z napastników, wtedy ciosy padły bodajże z tyłu. Można powiedzieć, że rozpoznałem ich, bo tak samo ubrane osoby rozpoznałem na monitoringu z dworca. Były też nagrania ich dojścia na miejsce bójki. Nigdzie nie było widoczne, że się przebierali. Mieli wciąż te same ubrania.

Oskarżony zadał kilka pytań świadkowi. M.in. kiedy ostatni raz prowadził z nim czynności służbowe oraz ile razy widzieli się w cztery oczy. – Widywałem oskarżonego, ale on niekoniecznie widywał mnie. Znałem jego sposób poruszania się, styl ubioru i fryzurę. Na pewno widziałem oskarżonego niedługo przed feralnym zdarzeniem.

Zeznawał też inny, czynny policjant. Niedługo przed zabójstwem Dominika Koszowskiego, przyjmował od Dariusza N. zawiadomienie o przestępstwie na jego szkodę. Chodziło o włamanie do magazynu przy ul. Gliwickiej. Przeprowadzał też oględziny na miejscu. Również ten policjant zwrócił uwagę na zmianę wyglądu N. – Czy znam oskarżonego? Pytanie jest dosyć trudne. Wiem kim świadek jest. Jego wygląd odbiega od wyglądu sprzed dwóch lat. 

Jak zeznał świadek, został wytypowany przez swojego przełożonego do analizy monitoringu z dworca PKP. Miał zabezpieczyć ten zapis i przesłać do komendy miejskiej lub wojewódzkiej. – Pamiętam, że mężczyźni szli w grupie. Na pewno były to osoby, które wracały z meczu. Nie pamiętam jednak czy mówili to inni policjanci, czy wynikało to z mojej wiedzy. Potem widziałem monitoring z samej bójki. W pewnym momencie policjanci zatrzymali nagranie. Nie pamiętam w jakich okolicznościach padło nazwisko, dość charakterystyczne (Dariusza N. – przyp. aut.. Wtedy przyjrzałem się tego zapisowi i stwierdziłem, że to może być Dariusz N.

Podczas prezentacji zapisów monitoringu z dworca PKP, policjant stwierdził, że „mężczyzna z lewej swoim wyglądem przypomina mu oskarżonego. To osoba bardzo podobna do oskarżonego.”

Sędzia odczytała zeznania świadka złożone niedługo po zdarzeniu. Wynika z nich, że policjant rozpoznał N. zarówno na nagraniu z dworca, jak i samej bójki i zabójstwa. Choć zaznaczył, że w 100% nie był pewien czy to ta sama osoba, od której przyjmował zawiadomienie.

W piątek zeznawała też młoda kobieta, która feralnej nocy bawiła się ze znajomymi w klubie Salome. Tym samym, w którym byli Dominik Koszowski z ojcem i znajomymi. Nie pamiętała jednak zbyt wielu szczegółów. Kiedy wyszła z kubu, za jej plecami rozpoczęła się bójka. Nie wie jednak co było jej przyczyną. Więcej światła rzuciły odczytane przez sędzię jej zeznania złożone tuż po zabójstwie. – Na ul. 3 maja stała grupa mężczyzn. Wyglądali na kibiców, bo byli wysocy i umięśnieni. Mieli na ubraniach napisy „Pitbul”. Wyglądało jakby czekali na nas. W czasie bójki Dominik był już taki słabiutki. Oni rzucili się nagle na wszystkich. Nagle ktoś zauważył, że Dominik ma dziurę w koszulce, z której leje się krew. Przyjechała policja, policjant go reanimował.

Dominik Koszowski zginął od dwóch ciosów nożem w serce i wątrobę. Miał 19 lat. Kolejna rozprawa w procesie Dariusza N. odbędzie się 27 marca.

Podziel się informacją:


Tagi:

Dodaj komentarz

*
*